Reparacje – musimy wiedzieć, czego chcemy - Katarzyna Gójska

 

On tylko wyartykułował stanowisko, które
przez całe lata było w Polsce dogmatem. Czy już nie jest?

Reparacje – musimy wiedzieć, czego chcemy

Doświadczenia Izraela na przestrzeni dziesięcioleci pokazują, że można wchodzić w ostre spory dotyczące odszkodowań, a jednocześnie dogadywać się w zupełnie innych kwestiach.

Polska ma prawo domagać się od Niemiec reparacji wojennych. Ba, nie tylko prawo, ale obowiązek, bo rekompensaty za cierpienie, śmierć, zniszczenia są po prostu sprawiedliwością i tym samym leżą w najlepiej pojętym polskim interesie. Silne państwo nie pozwala sobie na to, by wobec pokonanego okupanta zachowywać się spolegliwie, a nie sprawiedliwie. Po ostatniej wypowiedzi nowego szefa polskiej dyplomacji widać wyraźnie, że takie oczywistości trzeba powtarzać w nieskończoność, bo wyćwiczona w postkomunie potulność niektórym niepokojąco silnie weszła w krew i nawet gdy nie muszą, zaczynają się łasić, licząc na miłe poklepanie w blasku fleszy. Oj, nie ma szczęścia to nasze arcyważne ministerstwo przy al. Szucha. Minister Czaputowicz był łaskaw w imieniu nas wszystkich zadeklarować, że w zasadzie te reparacje to jakieś drugorzędne, jakby akademickie zagadnienie, o którym kiedyś tam i gdzieś tam podywagują jacyś eksperci i być może nawet zbliżą swoje stanowiska.

Być może nowy nieszczęsny minister nawet był szczery – wyartykułował stanowisko, które przez całe lata było w Polsce dogmatem. Ale nawet jeśli uległość wobec Berlina jest dla obywatela ministra tak naturalna jak oddychanie, to powinien na tym stanowisku umieć panować nad reakcjami instynktownymi i przynajmniej udać, że nie słyszy pytania. W dyplomacji, jak w każdej grze zespołowej, liczy się, po pierwsze, lojalność wobec własnej drużyny, a po drugie – świadomość celu, który chce się osiągnąć – czy chodzi o zwycięstwo, czy przybicie piątki z jednym z zawodników kluczowej drużyny ekstraligi. Minister Czaputowicz zawitał do Berlina tylko po to drugie. Problem z reparacjami jest jednak znacznie poważniejszy niż nierozgarnięta wypowiedź szefa MSZ. Trudno nie odnieść wrażenia, iż faktycznie nie mamy wypracowanej koncepcji tego, co chcemy osiągnąć. Szef dyplomacji mówi, że sprawa nie dotyczy rządu, prezydent, że się przygląda, a na polu walki pozostaje – jakby osamotniony instytucjonalnie – poseł Arkadiusz Mularczyk, w tej sytuacji i tak dzielnie prący do przodu. Ale co dalej?

Sprawa powoli staje się niezrozumiała dla samych Polaków. Wygląda to tak, jakby większość formacji rządzącej albo nie była zainteresowana na serio tematem, albo z góry uznała, że jest słuszny, lecz nierealny. W tej sytuacji kolejne występy à la Czaputowicz jakichś przedstawicieli RP będą czynić z nas kraj niepoważny i osłabiać ewentualne przyszłe zabiegi w tej sprawie. Najwyższy czas, by rząd, większość parlamentarna, prezydent (który w obecnej sytuacji dysponuje zresztą najsensowniejszym zapleczem dyplomatycznym) ustalili plan działania. A możliwości jest sporo. Doświadczenia Izraela na przestrzeni dziesięcioleci pokazują, że można wchodzić w ostre spory dotyczące odszkodowań, a jednocześnie dogadywać się w zupełnie innych kwestiach. Nie jest wykluczone, że środowiska żydowskie mogą okazać się sojusznikami w polskiej akcji reparacyjnej. Jeśli część uzyskanych środków miałaby zaspokoić roszczenia spadkobierców obywateli RP narodowości żydowskiej wobec skarbu państwa, taka współpraca nie jest wykluczona. Ale trzeba działać, a nie dywagować, a już na pewno nie dezawuować sprawy ku uciesze berlińskich rozmówców.

Katarzyna Gójska

29.01.2018r.
Niezależna.pl

 
RUCH RODAKÓW: O Ruchu - Dołącz do nas - Aktualności RR - Nasze drogi - Czytelnia RR
RODAKpress: W skrócie - RODAKvision - Rodakwave - Galeria - Animacje - Linki - Kontakt
COPYRIGHT: RODAKnet