Koniec spekulacji, karty na stole - Mariusz Kamieniecki

 


Nie będą Ukraińcy czcić bandytów z UPA na ziemi polskiej
Koniec spekulacji, karty na stole

Z prof. dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem, wiceprezesem Instytutu Pamięci Narodowej, dyrektorem Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, rozmawia Mariusz Kamieniecki

To już pewne: ekipa archeologów i antropologów z Zespołu Samodzielnego Wydziału Poszukiwań Instytutu Pamięci Narodowej – pod Pana kierownictwem – podczas niedawnych ekshumacji w Hruszowicach nie odnalazła szczątków bojowników UPA. Co to oznacza?
– Nie odnaleźliśmy żadnych szczątków członków Ukraińskiej Powstańczej Armii, a to oznacza, że osoby, które zainicjowały i doprowadziły do realizacji budowy pomnika, który – dla przypomnienia – został wzniesiony nielegalnie na cmentarzu w Hruszowicach w 1994 roku i przez lata służył jako miejsce uroczystości ku czci ukraińskich nacjonalistów, miały na myśli nie upamiętnienie doczesnych szczątków ludzkich – w tym wypadku członków UPA, ich grobów, ale de facto wzniesienie pomnika chwały ku czci OUN-UPA, a więc gloryfikującego zbrodniarzy.

Podczas wczorajszej konferencji prasowej, którą zorganizowaliśmy w Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie, prezentowałem kształt tego pomnika z lat 90., pokazując, że ma on formę wysokiej bramy, kształt łuku tryumfalnego zwieńczonego tryzubem, u podnóża którego widniały cztery tablice metalowe poświęcone sotniom UPA. Całość była opatrzona napisem: „Chwała bohaterom UPA, bojownikom walk o wolną Ukrainę”. Natomiast nie było tam żadnego nazwiska.

Co zatem wykazały badania?
– Badania, jakie przeprowadziliśmy w dniach 24-26 maja tego roku na cmentarzu w Hruszowicach, w sposób jednoznaczny pokazały, że celem budowy tego pomnika wcale nie było zachowanie śladu po grobach, tylko upamiętnienie ku czci UPA.

Efekty prac Pana zespołu zadają kłam teoriom wysuwanym przez stronę ukraińską, ale ich wątpliwości budzi co innego, mianowicie kilka szkieletów odnalezionych w Hruszowicach…
– Na miejscu obserwatorzy ze strony ukraińskiej na czele ze Światosławem Szeremetą – sekretarzem ukraińskiej komisji do spraw upamiętnień ofiar wojny i represji podnosili swoje zastrzeżenia nawet co do kilku innych szkieletów. W tej sytuacji obecna narracja nie jest dla nas żadnym zaskoczeniem. Dwa najważniejsze szkielety, o których strona ukraińska mówi, że należały do członków UPA – w naszej ocenie takimi nie są. Różnimy się zatem zasadniczo, jeżeli chodzi o ocenę tych szkieletów.

Z czego wynikają te różnice?
– W Polsce nie możemy przyjąć takiego sposobu rozumowania, jaki prezentuje strona ukraińska, mianowicie że szczątki człowieka, u którego znajdujemy – jak w tym wypadku – niemiecki guzik bieliźniany używany przez Wermacht, z pewnością należą do członka UPA. Żaden naukowiec w Polsce nie podpisze się pod teorią, która głosi, że identyfikację człowieka można ogłosić na podstawie znalezionego przy nim guzika ubraniowego.

Natomiast w drugim przypadku mamy do czynienia z człowiekiem, który zginął śmiercią gwałtowną, miał bowiem roztrzaskaną czaszkę w okolicach oczodołu. Tyle tylko, że w tej czaszce znajduje się otwór przypominający – z naciskiem na przypominający – kształtem otwór po kuli. Jednakże po dokładnej analizie i oględzinach tejże czaszki widać, że jest to otwór o charakterze erozyjnym kości w okolicy zatok czołowych. Taką ekspertyzę przedstawił dr Łukasz Szleszkowski z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Z tego wynika, że człowiek, którego szczątki badaliśmy, zginął najprawdopodobniej w wyniku mocnego uderzenia. Naszym zdaniem, był to wypadek komunikacyjny, o czym świadczyć może także fakt, że na szczątkach tego człowieka, na wysokości klatki piersiowej, znaleźliśmy fragment okularów noszonych przed wojną przez cyklistów, kierowców – okularów o charakterystycznym kształcie. Potrzaskana czaszka, a do tego ten okular, to wszystko daje podstawę do twierdzenia, iż mamy tu do czynienia z ofiarą wypadku komunikacyjnego.

Co ciekawe, że te same przesłanki dają stronie ukraińskiej podstawy do twierdzenia, że zmarły był członkiem OUN-UPA. Jak widać, jesteśmy wciąż w dwóch różnych przestrzeniach. My zajmujemy się nauką i na naukowych podstawach opieramy wyniki naszych badań, natomiast – jak sądzę – dla strony ukraińskiej nauka stanowi tylko jeden z elementów do tego, żeby wysuwać konkretne, błędne wnioski.

Jeszcze w trakcie badań w Hruszowicach zaproponował Pan stronie ukraińskiej, że jeśli są wątpliwości, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby pobrać materiał genetyczny do badań. Jak na tę propozycję zareagowali Ukraińcy?
– Owszem, przedstawiłem taką propozycję, ale niestety, nie spotkała się ona z akceptacją. Strona ukraińska stwierdziła, że nie jest tym zainteresowana, podobno też nie ma możliwości do przeprowadzenia tego typu badań na terenie ich kraju. Mimo to swoją propozycję ponawiałem wielokrotnie, przekonując, że nawet jeśli teraz nie istnieją takie możliwości badań, to za jakiś czas one się pojawią. Tym samym chciałem zaakcentować otwartość ze strony Polski.

My naprawdę chcemy metodami naukowymi, które we współczesnym świecie są niepodważalne, pokazać, że w miejscu przeprowadzonych badań archeologiczno-ekshumacyjnych, na cmentarzu w Hruszowicach, nie ma szczątków członków UPA. Jeżeli proponujemy rozwiązanie, które w sposób jednoznaczny określa czyjąś tożsamość, czyli wyniki badań genetycznych, natomiast strona ukraińska odrzuca tą naszą propozycję, to musi brać na siebie całą odpowiedzialność. Można też wnioskować, że strona ukraińska jednak nie jest zainteresowana, aby w sprawie Hruszowic wszystko było do końca jasne i przejrzyste. Widać, że Ukraińcy wolą pozostawić sprawę na etapie niedomówień i spekulacji, niż wyjaśnić wszelkie wątpliwości do końca.

Reasumując ekshumacje w Hruszowicach, można powiedzieć, że kolejny mit lansowany przez Ukraińców został obalony, a strona ukraińska straciła argument…?
– Powtórzę to, co powiedziałem już wczoraj podczas konferencji prasowej, mianowicie w oparciu o wyniki badań, które na cmentarzu w Hruszowicach przeprowadziła ekipa Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, brak jest jakichkolwiek naukowych podstaw uzasadniających twierdzenie, że w miejscu, gdzie jeszcze w ubiegłym roku stał pomnik ku czci OUN-UPA, były pochowane osoby związane z tą formacją zbrojną. W tej sytuacji nie ma żadnych podstaw do odbudowy pomnika, do czego zmierza strona ukraińska.

Czy rozwianie tych wątpliwości może otworzyć drogę do rozpoczęcia prac archeologiczno-ekshumacyjnych na Ukrainie zablokowanych właśnie po usunięciu pomnika w Hruszowicach?
– Z tego, co wiadomo, strona ukraińska cały czas stawia jako warunek kontynuacji prac na Ukrainie odbudowę monumentu w Hruszowicach, do czego – jak już wspomniałem – nie ma żadnych podstaw. Miejmy jednak nadzieję, że otwartość na współpracę ze strony polskiej i to, co pokazaliśmy podczas prac na cmentarzu w Hruszowicach, spowoduje, że strona ukraińska zrozumie wreszcie, że ten sposób działań oparty na faktach, badaniach naukowych i transparentności jest jedynym, który pozwala na ostateczne rozwianie wszelkich wątpliwości. Zresztą dotyczy to nie tylko Hruszowic, ale także wszystkich innych miejsc zarówno po polskiej, ale także po ukraińskiej stronie, gdzie wciąż leżą szczątki ludzkie i czekają na godny pochówek i upamiętnienie. Bez tego typu rzetelnych badań prowadzonych w oparciu o badania naukowe, przy pełnej otwartości, przez następne lata będziemy skazani wciąż tylko na domysły, półprawdy i przeinaczenia historyczne. Dlatego tym bardziej potrzeba obiektywnych, rzetelnych badań, bo tylko one prowadzą do prawdy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

18.06.2018r.
Nasz Dziennik

 
RUCH RODAKÓW: O Ruchu - Dołącz do nas - Aktualności RR - Nasze drogi - Czytelnia RR
RODAKpress: W skrócie - RODAKvision - Rodakwave - Galeria - Animacje - Linki - Kontakt
COPYRIGHT: RODAKnet