PRZEPAŚĆ - Aleksander Ścios


Rzecz dla
Rzeczpospolitej


W 30 rocznicę śmierci


Afera marszałkowa -
bo tak nazwałem cykl wydarzeń z lat 2007-2008 jest ,,matką" wszystkich afer z czasów rządów PO-PSL





 
Od redakcji RODAKpress:
Szanowni Państwo,

Aleksander Ścios od lat swoimi tekstami tworzy wspólnotę niezależnej myśli.
W tej trudnej pracy powinniśmy go wspierać i dlatego redakcja w imieniu Autora zwraca się do Państwa o dokonywanie dobrowolnych wpłat.
W tym celu przejdź na blog Aleksandra Ściosa

Kliknij na przycisk
"Przekaż darowiznę"
i dalej według instrukcji na stronie.
Dziękujemy wszystkim, którzy okażą wsparcie.

Nigdy nie usłyszeliśmy jedynie racjonalnej i zgodnej
z polskim dobrem deklaracji – zniszczymy wroga wewnętrznego
PRZEPAŚĆ

Nie można wygrać wojny z wrogiem zewnętrznym, jeśli we własnym kraju zezwala się na bezkarność targowiczan,aprobuje donosicielstwo i zdradę,hołubi wrogie ośrodki propagandy.
Nie można obronić Polaków przed kombinacją obcych służb i szajką fałszerzy, jeśli rządzą nami wyznawcy zgubnej „strategii dialogu i kompromisu”, zaś politykę III RP kształtują mitolodzy „georealizmu”.
Za bezmiar słabości i głupoty rządzących,zapłacimy my i następne pokolenia Polaków.
Mam świadomość, że analiza realiów pod rządami „dobrej zmiany”, to czynność tyleż jałową, jak bezużyteczna. Nie jest potrzebna – ani tym, którzy rządzą, mając w pogardzie fakty i przyszłość mojego kraju, ani tym, którzy są rządzeni i za całą „troskę o Polskę” wystarcza im propaganda i emocjonalny bełkot.
Jeśli sięgam po temat „konfliktu polsko-żydowskiego”, to tylko dlatego, że konsekwencje skandalicznych zachowań ludzi PiS spadną wyłącznie na nas i tylko po to, by przypomnieć, że prosta relacja skutku i przyczyny, obciąża partię Kaczyńskiego największą winą.
Poziom prymitywnej demagogii, łgarstw i bezczelnej cenzury, przekroczył dziś miarę przyzwoitości i jeśli moi rodacy dotąd nie dostrzegli – gdzie zmierza obecna władza i czym przyjdzie nam zapłacić za jej polityczne geszefty, zawdzięczają to wyłącznie własnym ograniczeniom.
Pierwsze, zasadnicze kłamstwo polega na fałszywej definicji przyczyn obecnego „konfliktu”.
Ta władza i jej partyjne media usilnie narzucają nam wizję rzekomego „nieporozumienia” i „niezrozumienia” w relacjach polsko-żydowskich oraz utrzymują, że sprawa ma kontekst polityczny i zostanie wyciszona po wyborach w Izraelu.
Kwintesencją takiej wizji są słowa minister B.Kempy:”Kiedyś w Izraelu skończy się kampania wyborcza. Po wyborach zawsze opada kurz i mam nadzieję na wielką refleksję również tych środowisk. Dlatego, że my chcemy współpracować i chcemy wzajemnie bardzo się szanować”.
To argumentacja rażąco sprzeczna.
Jeśli mamy do czynienia wyłącznie z nieprawidłową interpretacją zapisów ustawy o IPN oraz „brakiem refleksji”, jakże pogodzić kategorię błędu z przypisywaniem Żydom świadomych intencji politycznych? Gdyby zaś, nagłośniono temat z powodu wewnętrznych walk politycznych w Izraelu i miałby on pomóc Netanjahu w reelekcji (jego kadencja kończy się w 2019), gdzież tu miejsce na narrację o „nieporozumieniu”?
Nie ma też wątpliwości, że owa kategoria błędu, byłaby najłatwiejsza do pokonania – nawet dla nieudolnego rządu PiS. Wystarczyłoby wyjaśnić naszym „żydowskim przyjaciołom” zamysł ustawy i jej formalne przesłanki oraz przyjąć, że nierozgarnięty „partner” zdobędzie się na refleksję. W przypadku premiera rządu Izraela, byłaby to nawet wielce pożądana postawa.
Ten człowiek traktuje bowiem prawdę historyczną w sposób prawdziwie żydowski – poprzez pryzmat interesów własnego narodu. Przed trzema laty, podczas Światowego Kongresu Syjonistycznego, premier Izraela stwierdził, że Hitler wcale nie planował eksterminacji Żydów. Zdaniem Netanjahu, namówił go do tego wielki mufti Jerozolimy Al-Hadżdż Muhammad Amin al-Husajni. Skoro dla „dokopania” Palestyńczykom, Netanjahu sięgnął po taka brednię, dlaczego dziś miałby nie oskarżać Polaków o pomoc w Holocauście?
Problem w tym, że trwający w „niewiedzy” Żydzi unikają kontaktów z rządowym spec zespołem i nie wykazują żadnej woli prowadzenia „dialogu”. To sprawia, że argument – „z niezrozumienia”, sypie się w gruzy.
Osobnym tematem, choć związanym z fałszem tej argumentacji, jest udział w poszczególnych akcjach (elementach kombinacji) osób związanych ze służbami specjalnymi Izraela. 
Nie uważam za przypadek, że Ronen Bergman jest dziennikarzem współpracującym z Mossadem i posiada uprzywilejowany dostęp do wyselekcjonowanych tajemnic izraelskiego wywiadu. Nie zdziwiło mnie również, że inna postać rozgrywająca - Jay Ruderman, ma za sobą służbę w Siłach Obronnych Izraela i przez wiele lat był dyrektorem Amerykańskiego Komitetu Spraw Publicznych Izraela (AIPAC) - „grupy lobbingowej”, która w roku 2006 stała się bohaterem głośnego skandalu szpiegowskiego w USA.
Rozpoznanie logiki kombinacji „konfliktu wokół ustawy” oraz dostrzeżenie sekwencji, w jakiej jest ona rozgrywana ( strategie nożyczek, gra w złego i dobrego policjanta) – wydają się niedostępne dla służb III RP. A gdyby nawet je rozpoznawano, te służby nie są zdolne do żadnej kontry.
Dlaczego więc politycy PiS chcą postępować według fałszywej normy i dlaczego narzuca się ją Polakom?
Wyjaśnienie może być dwojakie: albo mamy do czynienia z idiotami, niezdolnymi do rozpoznania poważnych zagrożeń, albo - taka definicja odpowiada interesom obecnej władzy i jest dla niej użyteczna. Odrzucając pierwsze podejrzenie, pozostaje uznać, że to kłamstwo odpowiada interesom władzy - ponieważ nie zmusza jej do twardych i zdecydowanych reakcji, jest zaś dla niej wygodne, bo umożliwia zachowanie status quo oraz dogadywanie się z agresorem poza wiedzą społeczeństwa.
Dość zrozumieć, że przyjmując fałszywą kategorię błędu, wzmocnioną nadto sugestiami o „grze Rosji i Niemiec” (to temat osobny, na który zabraknie tu miejsca), nie ma potrzeby wytaczania ciężkich dział (twardych reakcji dyplomatycznych, ograniczenia działalności środowisk żydowskich, wprowadzenia ustawy reprywatyzacyjnej niekorzystnej dla tych środowisk, zerwania kontaktów handlowych, sankcji karnych, itp.) oraz zachowuje się opcję dokonania zmiany zakwestionowanej ustawy.
Takie posunięcia zostaną milcząco zaakceptowane, jeśli przedstawi się je Polakom, jako efekt „rzeczowego, pozbawionego emocji dialogu” i osłoni stałą argumentacją mitologów - o „nieuleganiu prowokacji”. Użycie tych narzędzi, będzie zaś możliwe, gdy wmówi się społeczeństwu, że mamy do czynienia zaledwie z niewiedzą i błędem, a sama zmiana ustawy – niezależna już od woli polityków, obejmie tylko „kwestie interpretacji”.
Wypowiedź szefa MSZ Czaputowicza, wyraźnie anonsuje taką intencję: „Obawy jakie pojawiły się przy przyjętej przez rząd polski ustawy o IPN, będą poddane doprecyzowaniu. Trybunał Konstytucyjny zapewne rozwiąże obawy związane z interpretacją nowelizacji ustawy o IPN”.
To słowaniezwykle znamienne, w których uważny obserwator dostrzeże prawdę o realiach III RP. Wypada się dziwić, że żaden z „obrońców demokracji” nie zapytał ministra spraw zagranicznych – skąd czerpie wiedzę o przyszłej decyzji „niezależnego” Trybunału?
Pytanie okazałoby się kłopotliwe, jeśli pytający miałby w pamięci informację o propozycji złożonej przez ambasadora Izraela w Polsce, Annę Azari. W rozmowie z „wysokiej rangi politykiem obozu rządzącego”, miała ona zaproponować, „by izraelskie wątpliwości zostały rozwiane nie poprzez zmianę podpisanej przez prezydenta ustawy, ale za pomocą zmian w uzasadnieniu do tego aktu prawnego.”
Można podejrzewać, że „niezależny” Trybunał podejmie decyzję, nie tylko zgodną z antycypującym oświadczeniem szefa MSZ, ale z propozycją pani ambasador. Podejrzenie jest tym mocniej uzasadnione, że faktyczny ośrodek władzy – środowisko lokatora Pałacu, otwarcie utrzymuje, że ustawa musi zostać zmieniona. Medialnym echem odbiła się prymitywna wypowiedź Zofii Romaszewskiej, jednak na prawdziwą uwagę zasługują słowa innego prezydenckiego doradcy, prof. A.Zybertowicza. Ten pan bardzo otwarcie wyłożył sedno „filozofii georealistów” i w zgodzie z dogmatyką partyjnego „pragmatyzmu” stwierdził: „Prawda bardzo często w polityce przegrywa. Aby polityk mógł zabiegać o prawdę, musi zachować władzę, a żeby zachować władzę, często musi ulegać siłom zewnętrznym, które na to pozwolą i w tym pomagają”.
Dokonując przekładu na język polski, możemy odczytać: „Najważniejsze dla układu PiS jest zachowanie władzy. Nawet za cenę prawdy czy podległości obcym interesom”.
Nie mam wątpliwości, że ustawa o IPN zostanie zmieniona przez Trybunał Konstytucyjny, a dokonane przez ten organ „doprecyzowania”, okażą się zgodne z dyrektywą władz Izraela i wolą środowisk żydowskich. Tylko w tym celu nowela trafiła do TK i tylko tą okolicznością tłumaczę decyzję lokatora Pałacu Prezydenckiego.
Temu również służyły pouczenia J.Kaczyńskiego podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej, gdy szef PiS nakazał Polakom walkę z „pewną ciężką chorobę duszy, chorobę umysłu - tą chorobą jest antysemityzm. Musimy go odrzucać, zdecydowanie odrzucać”.
Kaczyński przypisał nam „ciężką chorobę antysemityzmu” w chwili, gdy środowiska żydowskie opluwają Polaków, zarzucają nam zbrodnie niemieckie i posądzają o nikczemne intencje. Ten bohaterski polityk znalazł w sobie dość odwagi, by takimi słowami potępić urojoną chorobę „polskiego antysemityzmu”.
Zabrakło mu jej, by choćby słowem nazwać agresora i napiętnować realny antypolonizm środowisk żydowskich.

             Drugie kłamstwo rządzących, polega na forsowaniu narracji, jakoby „konflikt polsko-izraelski” stanowił dla nich ogromne zaskoczenie i był efektem „zaniedbań polityki historycznej III RP”.
To wygodna, tradycyjna dla środowiska PiS półprawda, która ma za zadanie ukryć rzeczywisty obraz relacji polsko-żydowskich i zdjąć odpowiedzialność z rządu „dobrej zmiany”.
Dość sięgnąć po doniesienia z minionych miesięcy, by dostrzec całkowicie inny obraz.
Osłonięta propagandowo wizyta A.Dudy w Izraelu, w roku 2016, przyniosła jedną, znamienną informację. Abraham Foxman, szef Ligii Przeciw Zniesławieniom (ADL) poinformował, że z lokatorem Pałacu rozmawiano wówczas o legislacji – „zdaniem żydowskich organizacji niezbędnej, która pomoże zwalczać przejawy antysemityzmu” oraz o kwestii restytucji mienia żydowskiego w Polsce. Opinia publiczna nie została poinformowana o deklaracjach lub obietnicach, złożonych w tym zakresie przez pana Dudę, a nie można wykluczyć, że są one istotne dla prawidłowej oceny obecnego „konfliktu”.
W sierpniu ubiegłego roku, prezes Kaczyński spotkał się z przedstawicielami środowisk żydowskich. Oficjalny, natrętnie nagłaśniany komunikat głosił, że było to spotkanie „pełne wzajemnego zrozumienia”, zaś jego uczestnicy „byli pod wrażeniem głębokiego rozumienia historii, zwyczajów i religii żydowskiej przez prezesa PiS”. Jak wyglądały fakty?
„Jesteśmy przerażeni najnowszymi wydarzeniami i obawiamy się o nasze bezpieczeństwo, jako że sytuacja w naszym kraju staje się coraz bardziej niebezpieczna”- pisali wówczas polscy Żydzi w liście skierowanym do Kaczyńskiego, a opublikowanym przez „Washington Post”.„Narastaniu postaw antysemickich w ostatnich miesiącach towarzyszy agresywna mowa nienawiści i nacechowane przemocą zachowanie, skierowane przeciwko naszej społeczności. Nie chcemy powrotu do 1968 roku”- twierdzili przedstawiciele tych środowisk i domagali się od Kaczyńskiego „zdecydowanego potępienia antysemityzmu”.
Ten list i nakręcana wówczas narracja, stanowiły preludium przed obecną kombinacją, a jeśli zostały zignorowane przez mitologów „georealizmu”, nie można się dziwić późniejszym wydarzeniom. Jak zareagował Kaczyński, mogliśmy poznać po treści propagandowych frazesów i słowach wypowiedzianych podczas miesięcznicy.
20 października 2017, opublikowano projekt ustawy reprywatyzacyjnej, który zakładał, że?tylko obywatele Polski mogą żądać zwrotu utraconej własności. Muszą przy tym potwierdzić, że w momencie nacjonalizacji żyli w Polsce i posiadali polskie obywatelstwo. Kilka dni później, ambasada Izraela w Warszawie wystosowała notę protestacyjną, a ambasador RP w Izraelu został wezwany do tamtejszego MSZ.
Uznać, że sprawa reprywatyzacji nie ma związku z obecnym atakiem, mógłby tylko głupiec.
Ludzie PiS głupcami jednak nie są, dlatego wycofanie się z dalszych prac nad „kontrowersyjną” ustawą reprywatyzacyjną, świadczyło o prawidłowym zrozumieniu postulatów żydowskich. Ustawa (gotowa już w październiku 2017) została niedawno „odesłana do ministerstwa sprawiedliwości celem przeprowadzenia dalszych niezbędnych analiz”- głosił oficjalny komunikat.
Akt kapitulacji „dobrej zmiany”, miał zatem wygasić „konflikt” wokół ustawy IPN. Tak sobie wyobrażał „genialny strateg”, przekonany, że tylko droga ustępstw (nazywana w partyjnej nomenklaturze „drogą dialogu i mądrych kompromisów”) pozwoli zachować władzę - z woli obcych mocarstw.
Identycznie postąpiono z nowelą ustawy o IPN, rozgłaszając wszem i wobec, że to „formalnie obowiązujące prawo” nie będzie stosowane, do czasu rozpatrzenia sprawy przez TK. Groteskowo brzmią dziś dyrdymały partyjnych propagandystów, jakoby tryumfalne doniesienia izraelskich mediów o „zamrożeniu ustawy” stanowiły „nadinterpretację faktów”.
Nie kto inny, jak marszałek Karczewski pobiegł 20 lutego br. do TVN, by pochwalić się, że „przez pewien czas ta ustawa nie będzie działać". Usłyszeliśmy też znaną argumentację: „Ktoś musiałby być straceńcem i osobą nieodpowiedzialną, żeby zrobić coś, co mogłoby jeszcze wzbudzać jeszcze dalsze emocje”- stwierdził polityk PiS.
Prawdziwy powód „zamrożenia” ustawy wyjawił tego samego dnia szef MSZ. J.Czaputowicz, gdy w wywiadzie dla DGP otwarcie wyznał ”Z perspektywy Izraela kluczowe jest, czy od momentu wejścia w życie ustawy, co nastąpi niebawem, do wydania orzeczenia przez trybunał, osoby w Izraelu nie będą penalizowane za przedstawianie wypowiedzi i świadectw historycznych. Minister sprawiedliwości w rozmowie z panią ambasador Izraela wyjaśnił, że nie ma obaw o takie sytuacje.”
Jeśli politycy PiS biadolą dziś o „zaskoczeniu” reakcją Żydów na projekt noweli ustawy o IPN, to chyba w takim kontekście,w jakim każdy nieudacznik i tchórzliwy asekurant może wykazywać zdziwienie, że po oddaniu portfela, napastnik zażądał jeszcze kluczy od domu.
Przez ostatnie dwa lata partia Kaczyńskiego, nie tylko nie dążyła do jakiejkolwiek zmiany asymetrycznych, a wręcz patologicznych relacji polsko-żydowskich, ale swoją kapitulancką polityką zachęcała Żydów do formułowania dalszych roszczeń. Zabrakło sensownej reakcji na wystąpienia środowisk żydowskich z sierpnia 2017 roku, które wyraźnie anonsowały kierunek obecnej kombinacji Brak (choćby elementarnej) polityki informacyjnej oraz kompletne zaniechanie w obszarze edukacji historycznej, dopełniają skali zaniedbań.
Jeśli dodamy do tego chroniczną niezdolność do twardej rozprawy z wewnętrzną agenturą oraz podatność na wpływy obcych ośrodków propagandy, można mówić o planowej i dobrowolnej porażce PiS-u.
Nie chcę powtarzać argumentów sprzed dwóch i więcej lat, gdy przy aplauzie wyborców partia Kaczyńskiego popełniała radosne „samobójstwo w obronie demokracji” i ułatwiała agenturze przeprowadzanie kolejnych „testów”, zatem zwrócę tylko uwagę na prawidłowość widoczną również w obecnej kombinacji.
Po to, by była skuteczna, muszą ją poprzedzać poszczególne etapy: rozpoznania (wywiadu) o reakcjach przeciwnika, działań maskujących cel operacji oraz wytworzenia korzystnej (sprzyjającej celom) atmosfery. Wszystkie z tych etapów, można dostrzec w działaniach środowisk żydowskich. I nie tylko ich, bo identyczne ( i skuteczne) „testy” przeprowadzili w tym czasie Niemcy i Rosjanie.
Nim nastąpi właściwy atak, trzeba ustalić - jak daleko można się posunąć w antypolskiej retoryce, co jeszcze wolno wymyślić i jakim pseudo zarzutem posłużyć. Trzeba ustalić, jakie zachowania zostaną przemilczane i zaakceptowane przez ofiarę. We wszystkich aspektach tej kombinacji, PiS sromotnie przegrał i nie odważył się zablokować akcji napastnika ani przejąć inicjatywy.
Jak trudno sobie wyobrazić, by rządy Izraela lub Stanów Zjednoczonych, zaatakowane przez agresywnych łgarzy i oszczerców, odpowiedziały im bełkotem o „woli dialogu” i deklaracją „zrozumienia racji drugiej strony”, tak dla partii Kaczyńskiego i jej zwolenników niewyobrażalna jest reakcja wykraczająca poza ramy mitologii demokracji. Tak dalece przekonano tych ludzi, że to, co mówią w przekaźnikach odpowiada faktom, a to, co deklarują politycy, jest zgodne z ich działaniem, tak otumaniono ich partyjnym bełkotem o prymacie „dobrych relacji” nad polską racją stanu, że niewyobrażalne stało się dewizą niewolników.
Dramat jest tym większy, że zachowania „dobrej zmiany” podlegają ścisłej osłonie propagandowej, nie są oceniane przez autentyczną opozycję i zostały wyłączone z logicznej analizy przyczynowej ( związku skutków i przyczyny).
Obserwowany dziś proces ciągłych ustępstw oraz tryumfu groźnej dialektyki „dialogu i konsensusu”, jest prostą konsekwencją operacji, którą partyjni wyrobnicy nazwali „rekonstrukcją rządu”. Dokonane wówczas zmiany, nie dotyczyły tylko roszad personalnych, ale sygnalizowały zasadniczą transformację celów i przeniesienie ośrodka decyzyjnego w stronę Pałacu Prezydenckiego.
Powierzenie steru rządów byłemu doradcy Tuska, bankierowi, jednemu z „rozmówców Sowy”, (z których to rozmów taśmy nie zostały ujawnione) tworzyło całkowicie nową sytuację. Nie tylko w wymiarze „operacyjnym”. Ten „mój premier” (jak nazwał Morawieckiego A.Duda) miał skierować „dobrą zmianę” na manowce, zwane drugą kadencją. Manowce, bo takie przekierunkowanie wymagało zatrudnienia bezwolnych, czyli „koncyliacyjnych” ministrów oraz przyjęcia zasady unikania konfliktów i podążania drogą kompromisów. Nie znaczy to, że rząd Beaty Szydło składał się z samych „jastrzębi”. „Rekonstrukcja” polegała raczej na zastąpieniu tych, którzy byli nadto samodzielni i „niesterowalni” lub nie wykazywali entuzjazmu wobec projektów płynących z otoczenia lokatora Pałacu.
Za taką transformacją, podążała zmiana w zakresie wpływów różnych grup interesu, traktujących III RP jako swoją własność lub domenę – poczynając od środowiska „brązowych butów”,akuszerów nowego rozdania z roku 2015, po przedstawicieli lobby niemieckiego, rosyjskiego czy żydowskiego. Ci ludzie wiedzieli, że zasady „filozoficzne”, tak celnie wyłożone przez prof. Zybertowicza - „musi ulegać siłom zewnętrznym, które na to pozwolą i w tym pomagają” - awizują nowe obszary zysków i zapowiadają kolejne ustępstwa rządu III RP.
Tryumfalne doniesienia o „dobrym dialogu z Komisją Europejską”, czy nagły przypływ „przyjacielskich relacji” z Niemcami, są konsekwencją procesów, które propaganda rządowa okrywa szalbierczą dialektyką „sprawności i pragmatyzmu rządu M. Morawieckiego”. Ile ta „sprawność” będzie nas kosztowała i jaką cenę zapłacimy za ów „pragmatyzm”- nikt nam nie powie.
Przedstawiciele obcych interesów, żerujący lub aspirujący do żerowania na majątku Polaków, szybko zrozumieli, że ten rzad można zmusić do każdej kapitulacji. To tylko kwestia środków i „punktu przyłożenia”.
Kombinacja środowisk żydowskich, prowadzona przy ewidentnym udziale służb Izraela, nie jest więc ani przypadkowa ani zaskakująca. Wybrano jedynie dogodny moment i zaatakowano wówczas, gdy szanse są największe. A jaki czas, byłby bardziej odpowiedni od chwili, gdy sytuację polityczną w III RP kontroluje środowisko piewcy „ziemi Polin”?
Nie sądzę, by najpoważniejsze zagrożenie, płynące z tej kombinacji, polegało na przypisaniu Polakom miana „wspólników Holokaustu” lub obarczeniu nas winą za zbrodnie niemieckie. Te zarzuty są traktowane wyłącznie jako środki nacisku i poddawane instrumentalnej modyfikacji. Z równą łatwością, Netanjahu potrafi oskarżyć palestyńskiego księcia, jak Polaków i równie łatwo przyjdzie mu ogłosić naszą „niewinność” i wskazać niemieckich winowajców. Prawda historyczna jest pojmowana przez tych ludzi wyłącznie jako narzędzie dla osiągnięcia wpływów i generowania zysków.
          Momentem przełomowym w tej kombinacji, będzie chwila, w której nastąpi (o tym jestem przekonany) radykalna zmiana narracji żydowskiej i w miejsce dzisiejszych oskarżeń i oszczerstw usłyszymy głosy „wybielające” Polaków. Ta chwila będzie świadczyła, że rząd PiS doszedł do kresu drogi „dialogu i porozumienia” i poczynił daleko idące ustępstwa na rzecz środowisk żydowskich. Zmiana, choćby przecinka w ustawie o IPN lub jej „doprecyzowanie” przez TK, nie ma dla Żydów większego znaczenia. Oni wiedzą, że ta ustawa w niczym im nie zagraża.
Chodzi o stworzenie precedensu, w którym rząd III RP ugnie się pod presją obcych mocarstw i dokona zmiany swojego prawodawstwa. Jeśli ten precedens nastąpi, otworzy on drogę do kolejnych aktów kapitulacji i przyspieszy rezygnację z resztek suwerenności. W taki sam sposób, będzie można „sformatować” ustawę reprywatyzacyjną, wymusić korzystny kontrakt lub zgodę na przyjęcie regulacji UE.
To wydarzenie, będzie też wytyczało wyraźną cezurę w świadomości Polaków.
Nie dlatego, byśmy mieli poznać zakres utajnionych geszeftów lub chcieli wyrazić swój sprzeciw, ale z tej przyczyny, że trwając pod medialną „narkozą” partyjnej propagandy, w atmosferze „ufności” i entuzjazmu z sukcesów „naszego rządu”, przekroczymy jedną z najważniejszych granic. 
Gdy ją przekroczymy-dalej będzie tylko przepaść.  

Aleksander ŒŚcios
Blog autora

Teraz już wiecie jaką książkę oddał w wasze ręce Aleksander ŚCIOS.Podawajcie dalej.Proszę o RT. Bądźcie też aktywni na facebook'u.https://t.co/K8IKj5BejB pic.twitter.com/SWW4yViTb1

ŚŒCIOS PYTAŁ KOMOROWSKIEGO, a TERAZ PYTA NASZYCH WYBRAŃCÓW

Czytelnikom Aleksandra ŒŚciosa i jego komentatorom na blogu oraz TT:
Aleksander ŒŚcios 19 maja 2016 21:43

Szanowni Państwo,

Najmocniej przepraszam stałych Czytelników bezdekretu za dyskomfort związany z lekturą niektórych "komentarzy" i za obecnoć treści, które nie powinny znaleść się w tym miejscu.

Od wielu lat staram się prowadzić blog w ten sposób, by nie pojawiały się tu dezinformacje, łgarstwa lub esbeckie "wrzutki". Dość ich w tzw. wolnych mediach i na "prawicowych" forach internetowych.

Nie dopuszczam również do głosu klasycznych idiotów, ćwierćinteligentów ani zadaniowanych funkcjonariuszy.

Nie ma tu miejsca dla teoretyków spisku żydo-masońskiego, wyznawców endokomuny i narodowych bolszewików, dla sierot po Urbanie, esbeckich prowokatorów lub zwolenników "trzeciej drogi".

Nie mam czasu ani ochoty, by prowadzić polemiki na poziomie uwłaczającym ludziom rozumnym. Nie uważam też za konieczne objaśniania rzeczy oczywistych.

To kwestia zasad, higieny psychicznej oraz szacunku wobec gości i przyjaciół bezdekretu.

Chcę więc wyraźnie podkreślić, że od tej chwili wszelkie brednie o "wspólnych posiedzeniach rządów polskiego i izraelskiego z ojcowskim nadzorem Amerykanów" itp. rewelacje, których autorzy węszą spiski żydowsko-amerykańskie, będą stąd natychmiast usuwane i nie doczekają się odpowiedzi.

Będę również kasował "komentarze" w stylu zaprezentowanym przez pana "Kowalski Jaroslaw". Nie ma tu miejsca na niewybredne insynuacje ani na łgarstwa powielane na forach Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa itp. organizacji.

Nie interesuje mnie - co o takich praktykach pomyślą autorzy takich wypowiedzi. Będę ich usilnie zniechęcał do odwiedzania mojego bloga i dbał, by nie zaśmiecali tego miejsca.

Z komentarzy na blogu Autora:

Panie Aleksandrze,

nic dodać, nic ująć. Pana analiza jest jak zapalenie reflektora, który nagle oświetli złodziei skradających się w ciemnościach do naszego domu.

Nasuwa się pytanie - jeśli rządy PiS coraz bardziej upodabniają się do polityki PO, to właściwie po co oni chcą nadal trwać u władzy? I to przez trzy kadencje! Dla prywatnych korzyści?

Pozdrawiam Pana

Wąż Wystygły,

Dziękuję Panu za wizję tego „reflektora”, ale obawiam się, że większość naszych rodaków widziałaby w takich tekstach „reflektor” skierowany w ich oczy. Oślepiający i dokuczliwy.
Wart zgaszenia.
Piosenka Kaczyńskiego o „trzech kadencjach” to element propagandowy, służący ukryciu błędów i maskowaniu słabości „dobrej zmiany”. I chyba jedna „wizja Polski”, na jaką stać tego męża stanu.
Nie bez znaczenia oczywiście jest perspektywa „fruktów” dla kolegów partyjnych, zaprzyjaźnionych biznesmenów, dziennikarzy oraz stadka zwanego „elitą”. Ci ludzie muszą wiedzieć, dlaczego warto wspierać PiS.
Trzeba też wmówić wyborcom, że „z przyczyn obiektywnych” ( o których „genialny strateg” oczywiście nie wiedział w roku 2015) nie uda się w przeciągu jednej kadencji dokonać zmian kosmetycznych III RP
Nikt nie może mieć pretensji do PiS-u, bo wiadomo – targowica, „opozycja”, sądy, Unia itd. „Dobrze my chcieli – ale inni nie dali”.
Trzeba zatem „zaufać” Kaczyńskiemu na kolejne kilkanaście lat i niezależnie, co zrobi i czego nie robi PiS, nadal wspierać „dobrą zmianę”. Wprawdzie trzy kadencje, to trochę wizjonerski projekt dla 70- latka, ale dowodzi przecież, że prezes dobrze życzy swoim następcom. O ile ktoś ich znajdzie.
Roztaczanie takich perspektyw, służy też utrąceniu i zablokowaniu scenariusza, którego Kaczyński najbardziej się obawia – powstania nowej siły politycznej, autentycznej opozycji antysystemowej, która zmiecie PiS i inne partie magdalenkowe.

Pozdrawiam Pana

***

Panie Aleksandrze,

Z wielkim smutkiem muszę pogratulować Panu niezwykle celnej oceny bieżącej sytuacji. Ze smutkiem, bo ta sytuacja przedstawia się jeszcze gorzej niż podejrzewałem. Być może będę musiał zrewidować swój ogląd na „dobra zmianę”, tzn. do tej pory uważałem, że mimo rażących niedociągnięć obecny rząd jest jednak lepszy dla Polski od poprzedniego…

Napisał Pan: „pozostaje uznać, że to kłamstwo odpowiada interesom władzy”. O jakich interesach mowa? Czy jedynym „interesem władzy” jest koryto? Czy widzi Pan może jeszcze jakiś „interes”? Przyznam się, że aż boję się pomyśleć, jaki to mógłby być interes. Moja opinia skłaniała się raczej do nieudolności władzy. Jeżeli nie jest to nieudolność to… zdrada?

Niezwykle interesującym jest dla mnie temat, na który „zabrakło tu miejsca”, tzn. o „sugestiach o grze Rosji i Niemiec”. Wedle mojej wiedzy, takie sugestie wyrażał głównie p. Macierewicz i przyznaję, że mu wierzyłem. Czy uważa Pan, że p. Macierewicz aktywnie uczestniczy w owym „kłamstwie”? Czy może kreował swoją wersję dla własnych celów?

Wyrazy szacunku dla Pana.

Rafał Stańczyk,

Utrzymanie władzy dla samej władzy, jest oczywiście związane z „korytem”. Nietrudno zauważyć, że wywody różnej maści żurnalistów i tzw. intelektualistów „obozu patriotycznego”, mają związek z pozycją środowiskową, posadą, finansowaniem, grantami, itd. To znana reguła.
Jeśli zaś chodzi o podstawowy interes partii Kaczyńskiego, nie jest to zagadka nadto skomplikowana.
Uprawienie mitologii demokracji (nikt nas nie posądzi o zapędy dyktatorskie) oraz „georealizmu” (nie jesteśmy rusofobami, antysemitami, nie jesteśmy antyniemieccy) wynika z potężnych kompleksów szefa PiS i jego przyjaciół.
Jest skazą nabytą w III RP.
Ci ludzie muszą (podkreślam) wciąż udowadniać, że są „nowocześni”, „pluralistyczni „i „otwarci” i aż do bólu demokratyczni. Pisałem już o tym, że najsłabszym punktem PiS-u jest mitologia demokracji, a zarzut pogwałcenia tej świętości wywołuje natychmiastową reakcję "obozu patriotycznego". Politycy tej partii prędzej potępią antysystemowych krytyków niż przyznają, że komunistyczna hybryda nie ma nic wspólnego z państwem prawa i demokracji.
Wystarczy zatem krzyknąć - "PiS niszczy demokrację", by zewsząd rozległy się zapewnienia o jej poszanowaniu, a partyjne i medialne pajacyki podskakiwały w rytm prostackiego wrzasku. Punktem honoru każdego polityka PiS i żurnalistów "wolnych mediów", jest uroczysta deklaracja o wierności ideom demokracji oraz "polemika" z zarzutami atakujących.
Pyta Pan - o jakich interesach mowa? Napisałem wyraźnie - „to kłamstwo odpowiada interesom władzy - ponieważ nie zmusza jej do twardych i zdecydowanych reakcji, jest zaś dla niej wygodne, bo umożliwia zachowanie status quo oraz dogadywanie się z agresorem poza wiedzą społeczeństwa.”
Naruszyć interesy PiS – to zmusić ich do reakcji sprzecznej z mitem demokracji III RP. Zmusić do działań, które będą zgodne z polską racją stanu (obrona tożsamość, prawdy historycznej, interesów geopolitycznych) i okażą się fatalne dla interesów niemieckich, żydowskich, rosyjskich.
Naruszyć interesy PiS – to sprawić, by runęły mity na temat tego państwa, na temat relacji polsko-żydowskich – niebotycznie zafałszowanych, by polski rząd zaczął walczyć z objawami antypolonizmu, a nie „pochylał się ze zrozumieniem” nad rzekomym „polskim antysemityzmem”.
Pyta Pan też - „jeżeli nie jest to nieudolność to… zdrada?”
To nie jest tylko nieudolność i nie są to niezamierzone błędy. Politycy partii Kaczyńskiego chcą uprawiać swoją mitologię, chcą bronić „demokracji III RP” i napychać nam głowy bełkotem o „dobrosąsiedzkich relacjach”.
Robią to nie dlatego, jakoby powiedzenie Polakom prawdy, podjęcie rozprawy z agenturą czy ostra reakcja na antypolskie ataki, mogły zagrozić likwidacją państwa czy zbrojną interwencją, ale z tej przyczyny, że postawa mitologiczna zdejmuje z nich trud prawdziwej walki i obowiązek obrony polskich interesów. Bo w ten sposób, tanim i nędznym kosztem, mogą uchodzić za reprezentantów „tradycji patriotycznych”.
Jeśli jest to zdrada, to zdrada prawdy, na rzecz politycznego szalbierstwa, zdrada- interesów narodowych, na rzecz partyjnych geszeftów.

Gdy zaś chodzi o „temat, na który zabrakło miejsca”, rzecz wygląda prosto.
Rosja i Niemcy zawsze mają interes w tym, by Polakom działo się jak najgorszej. Każdy konflikt i spór, w którym Polska może coś stracić, był, jest i będzie wspierany przez naszych wrogów.
Tym bardziej, wspierany będzie atak ze strony Izraela i środowisk żydowskich.
Niemcy kupili sobie ich przychylność ciężkimi miliardami, Rosjanie kupują dziś rolą „żandarma” na Bliskim Wschodzie i kontraktami zbrojeniowymi.
Jedni mają dość pieniędzy, inni dostatecznie mocną sieć agenturalną. Wszyscy zaś – Rosjanie, Niemcy i Żydzi, mają interes w fałszowaniu historii i utrwalaniu „porządku jałtańskiego”.
Dlatego za rzecz oczywistą uznaję fakt, że Rosja i Niemcy współuczestniczą w rozpowszechnianiu oszczerstw żydowskich (przegląd tamtejszych mediów), a w III RP wspierają te środowiska, które uprawiają najbardziej prymitywną propagandę antyżydowską.
Nie ma w tym sprzeczności. Chodzi bowiem o to, by obraz Polaków był kreślony poprzez retorykę takich prymitywów i można go było wykorzystać do generowania kolejnych ataków.
W tym znaczeniu, Rosja i Niemcy uczestniczą w obecnej kombinacji. O udziale służb tych państw, można jedynie dywagować.

Tu dochodzimy do sedna groźnej i fałszywej „strategii” PiS-u.
Otóż, wmawia się nam, że ze względu na te okoliczności - „należy unikać prowokacji”. Przy czym, prowokacją ma być niemal każda wypowiedź, zachowanie i postawa, w której ujawnia się twarda obrona naszych interesów, gdzie wskazuje się sprawców obecnego „konfliktu” lub żąda zdecydowanej walki z antypolonizmem środowisk żydowskich. Te rzeczy są przedstawiane, jako „szkodzące wizerunkowi Polski” , „wprowadzające zamęt i niepokoje”, „korzystne dla naszych wrogów”.
Robi się to w państwie, w którym ci sami „unikający prowokacji” politycy PiS, uczestniczą w seansach telewizji i audycjach rozgłośni założonych przez kapusiów sowieckiej bezpieki, łażą do mediów finansowanych przez Niemców i wdzięczą do byle przygłupów z plakietką „światowych” gazet.
Robi się to w państwie, w którym tzw. dziennikarze „wolnych mediów” zachłystują się każdym plugastwem Obcych, rezonują antypolską dezinformację, uczestniczą w „dyskusjach” z funkcjonariuszami propagandy i traktują ich jako „kolegów po fachu”.
Nazwać to hipokryzją, to zdecydowanie za mało.
Nigdy i na żadnym etapie tej (i wielu innych obcych kombinacji), nie usłyszeliśmy jedynie racjonalnej i zgodnej z polskim dobrem deklaracji – zniszczymy wroga wewnętrznego, rozbijemy i zdelegalizujemy każde środowisko i grupę, które prowadzą robotę agenturalną i reprezentują rosyjskie, niemieckie czy żydowskie racje. Jeśli nie podporządkują się naszym interesom narodowym - nie ma tu dla nich miejsca.
Nie będziemy też obawiali się jakichś „prowokacji”, bo nie będzie miał kto ich dokonywać.
Taka postawa jest niestety kompletnie obca naszym rodakom. Wolą bełkot o „nieuleganiu prowokacji”, bo nie kosztuje nawet grama pracy i trudu.
Wolą pyskować na TVN-y i Polsat-y, byle nie rozstawać się z pilotem od telewizora.
Wolą biadolenia wymoczków z partii Kaczyńskiego, bo opowieści „dziewic z oblężonej wieży” milej poruszają wyobraźnię słabeuszy, niż podjęcie realnej walki z Obcymi.
Jeśli więc dziś, próbuje się rozgrywać temat „gry Rosji i Niemiec”, nie podejmując przy tym żadnych kontr – działań, nie angażując służb ochrony państwa i państwowych instytucji, jest to tylko kolejna wymówka ze strony szalbierzy „dobrej zmiany”.

Pozdrawiam Pana

28.02.2018r.
RODAKnet.com





RUCH RODAKÓW: O Ruchu - Docz do nas - Aktualnoi RR - Nasze drogi - Czytelnia RR
RODAKpress: W skrocie - RODAKvision - Rodakwave - Galeria - Animacje - Linki - Kontakt
COPYRIGHT: RODAKnet