FAŁSZYWA ALTERNATYWA – 1. DIAGNOZA- Aleksander Ścios


Rzecz dla
Rzeczpospolitej


W 30 rocznicę śmierci


Afera marszałkowa -
bo tak nazwałem cykl wydarzeń z lat 2007-2008 jest ,,matką" wszystkich afer z czasów rządów PO-PSL





 
Od redakcji RODAKpress:
Szanowni Państwo,

Aleksander Ścios od lat swoimi tekstami tworzy wspólnotę niezależnej myśli.
W tej trudnej pracy powinniśmy go wspierać i dlatego redakcja w imieniu Autora zwraca się do Państwa o dokonywanie dobrowolnych wpłat.
W tym celu przejdź na blog Aleksandra Ściosa

Kliknij na przycisk
"Przekaż darowiznę"
i dalej według instrukcji na stronie.
Dziękujemy wszystkim, którzy okażą wsparcie.

"Lepiej, żeby Polacy zostali siłą doprowadzeni pod mur upodlenia i hańby
i musieli spojrzeć w prawdziwe ślepia Obcych, niż stojąc pod tym murem,
nie dostrzegali zagrożenia i sławili tych, którzy wiodą ich do zagłady.”
FAŁSZYWA ALTERNATYWA – 1. DIAGNOZA

PiS albo PO, Kaczyński lub Tusk, Duda albo Komorowski, prawica bądź lewica – każde z tych zestawień, funkcjonujących na co dzień w realiach III RP, tworzy fałszywą alternatywę i jest elementem mitologii pustoszącej umysły Polaków.
Każde z nich powstało po to, by w stanie nienaruszonym zachować status sukcesji komunistycznej i zagrodzić nam drogę do Niepodległej.
Ludzie, którzy chętnie sięgają po takie zestawienia, by usprawiedliwić własną niemoc i wybory dokonywane podług tej mitologii, są zakładnikami systemu stworzonego przy „okrągłym stole” i - choćby deklarowali sprzeciw obecnej rzeczywistości-postępują zgodnie z intencją magdalenkowych szalbierzy.
Ci ludzie ignorują prawdę o fundamentach dzisiejszego państwa i o metodach, jakimi narzucono nam system polityczny III RP. Ignorują ją w przeświadczeniu, że upływ czasu doprowadził do konwalidacji „grzechów pierworodnych” tego państwa i zniwelował atrybuty nadane mu przez „ojców założycieli”. Tymczasem - bez uwzględnienia tych okoliczności i solidnej refleksji historycznej, deliberowanie o „alternatywach”, przypomina bełkot idioty.
                Dokonana 31 grudnia 1989 roku, przez tzw. Sejm kontraktowy, zmiana nazwy państwa i jego godła, miała wyłącznie wymiar symboliczny. Nie oznaczała zerwania formalnoprawnej więzi z okresem okupacji sowieckiej i konserwowała historyczną i personalną spuściznę PRL. Nigdy też nie przyjęto ustawy o restytucji państwa polskiego i nie odważono się wskrzesić Konstytucji II Rzeczpospolitej z 1935 roku.
U podstaw tworzenia fałszywych alternatyw i schematu politycznego III RP, leżała dyspozycja szefa bezpieki:
"Służba Bezpieczeństwa może i powinna kreować rożne stowarzyszenia, kluby czy nawet partie polityczne. Ma za zadanie głęboko infiltrować istniejące gremia kierownicze tych organizacji na szczeblu centralnym i wojewódzkim, a także na szczeblach podstawowych, muszą być one przez nas operacyjnie opanowane. Musimy zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i kierowania ich polityką" – instruował Czesław Kiszczak, podczas posiedzenia kierownictwa MSW, w lutym 1989 roku.
Nim rozpoczęły się rozmowy „okrągłego stołu”, instrukcje SB wskazywały na potrzebę „wspierania zwolenników konstruktywnego nurtu opozycji w naszym kraju, kosztem wyhamowania najbardziej agresywnych inicjatyw podejmowanych przez ekstremistów".
W ramach wydanych wówczas dyrektyw, inspirowano powstawanie nowych partii i środowisk politycznych, które wspierały proces esbeckiej „transformacji ustrojowej” oraz niszczono i marginalizowano tych, którzy nie godzili się na kontynuację komunistycznej sukcesji. Udział w tym procederze brali ludzie powiązani z policją polityczną PRL, którzy po roku 1989 przemienili się w biznesmenów, bankierów lub polityków. Istotną role powierzono również zgrai kapusiów i donosicieli, wyselekcjonowanych w ramach tzw.”opozycji demokratycznej” oraz hierarchom Kościoła.
Utworzona w ten sposób „reprezentacja narodowa”, miała zadbać o „prawidłowy przebieg przebieg procesów politycznych”, eliminując z życia publicznego przeciwników magdalenkowej zdrady oraz wspierając tych, którzy bez sprzeciwu przyjmowali status III RP.
Przytoczę słowa Krzysztofa Czabańskiego - bezpośredniego obserwatora obrad „okrągłego stołu”, który w wydanej w roku 2005 książce „Pierwsze podejście. Zapiski naocznego świadka” odsłaniał kulisy tego szalbierczego procesu. Relacjonując wydarzenia od 6 lutego do 6 kwietnia 1989 roku, Czabański pisał:
Zadaniem K. W. wszystko to jest mistyfikacją. Według L. za „okrągłym stołem”, a właściwie za zawartym wcześniej układem, stoją duże pieniądze (kilka miliardów dolarów) i to skłania władzę do porozumienia. Według K. jest to plan sowiecki, realizowany bezwzględnie przez Jaruzelskiego i Wałęsę, który zwietrzył możliwość utworzenia przez elitę opozycji establishmentu wespół z elitą władzy. Jakby jednak nie było, wydaje się, że efekt końcowy może być podobny. Otóż, nastąpi legitymizacja władzy, Jaruzelski zostanie prezydentem wybranym przez sejm, który z kolei będzie wybrany przez naród. Wałęsa zaś będzie następnym prezydentem, a na razie np. przewodniczącym Frontu Porozumienia Narodowego. (...) U końca drogi zaś, prorokuje K. W., skorumpowane elity będą blokować społeczeństwo, zaś rządzić będzie prezydent – choćby i Wałęsa – i tajna policja”.
Narzucony wówczas schemat polityczny, wykluczał działalność „sił wstecznych, hamujących rozwój”(z dokumentów SB). Ludzi, którzy sprzeciwiali się hańbie „okrągłego stołu” zepchnięto na margines, zmuszono do emigracji lub skazano na zapomnienie. Traktowano ich jako „ekstremistów” i „terrorystów”.
W dokumencie SB,zatytułowanym ”Ochrona bezpieczeństwa wewnętrznego państwa w nowych warunkach społeczno-politycznych i gospodarczych. Koncepcja wstępna” z lipca 1989 roku, stwierdzono:
Ochrona bezpieczeństwa wewnętrznego kraju będzie polegać na poprawnym kształtowaniu wzajemnych stosunków między społeczeństwem, a organami władzy i innymi instytucjami państwowymi realizującymi podstawowe zadania w interesie ogólnonarodowym, z poszanowaniem praw i interesów jednostek. Z drugiej zaś strony, będzie polegać na niedopuszczaniu do powstawania i na likwidowaniu zaistniałych czynników zakłócających lub mogących zakłócić harmonijne funkcjonowanie społeczeństwa i ustanowionych przez nie organów państwowych”.
Jako główne zadania „nowych” służb ochrony państwa, wymieniono:
- ujawnianie ekstremalnej działalności politycznej godzącej w porządek prawny państwa,
- wykrywanie i likwidowanie organizacji terrorystycznych, niezależnie od ich charakteru politycznego”.
Powszechnie dziś stosowany argument, jakoby wybory powszechne były „świętem” wolnego państwa lub miały świadczyć o demokratycznym charakterze III RP – jest głęboko niedorzeczny.
Jeśli na początku tej pseudo-państwowości stworzono reguły uniemożliwiające działanie antysystemowej opozycji, jeśli z życia publicznego wyrugowano autentycznych antykomunistów i przeciwników „pojednania” z bandytami - każde kolejne wybory były farsą.
Przypomnę, że w roku 1947 sfałszowano tzw. wybory, by (formalnie) mogli wygrać je komuniści. Dokonano tego poprzez terror, liczne zabójstwa polityczne, jawne i utajnione fałszerstwa. Ten przestępczy proceder, dał podstawę do legalizacji okupacji sowieckiej i uznania owej niby-państwowości przez kraje „wolnego świata”.
W roku 1989 również sfałszowano wybory, by do ówczesnego Sejmu mogli wejść komuniści. Przez kolejne dwa lata systematycznie marginalizowano i niszczono wszystkie osoby i ruchy społeczne, które były przeciwne zdradzie „okrągłego stołu”, doprowadzając w efekcie do sytuacji, gdy na scenie politycznej pozostali tylko wyznawcy legalizmu III RP oraz ludzie zarządzani przez komunistyczną bezpiekę.
Wówczas dokonano legalizacji owej pseud-demokracji, organizując w roku 1991 wybory, zwane do dziś „wolnymi”. Nie mogły jednak być wolne, bo dopuszczono do nich tylko wyselekcjonowanych polityków i tylko te partie, które sankcjonowały system polityczny. Nie miały nic wspólnego z wolnym wyborem, bo miliony naszych rodaków zostało już zainfekowanych retoryką „Gazety Wyborczej” i pomniejszych ośrodków propagandy, w których forsowano okrągłostołowe sofizmaty i „jedynie słuszne poglądy” na sprawy polskie.
Odtąd wystarczyło kontrolować mechanizmy życia publicznego, a sam proces wyborczy oprzeć na reżimowych instytucjach (PKW, sądy, ośrodki propagandy) - by pozwolić sobie na organizowanie dowolnych „świąt demokracji”. Nie stanowią one zagrożenia, bo w przestrzeni politycznej III RP nie ma miejsca na postulat obalenia porządku magdalenkowego i twardej rozprawy z komunistyczną sukcesją.
Powiedzieć zatem - „wolne” o wyborach z 1991 roku, to tak samo, jak nazwać „wolnymi” kolejne farsy wyborcze PRL.
                  Takie są rzeczywiste fundamenty owej „niepodległości i demokracji” III RP, w której fasady demokracji (wybory powszechne, wolność zrzeszania, media itd.) oraz namiastki niepodległości (władza ustawodawcza, armia, administracja państwowa, sądownictwo), mają tworzyć fałszywy obraz państwowości i stawiać nas wobec fałszywych alternatyw. Jak dalece fałszywych – można zrozumieć analizując rozliczne „nieprawidłowości” wyborcze, biorąc pod uwagę rzeczywistą strukturę i zadania tzw. mediów, sposób obsadzania instytucji państwowych, zasady funkcjonowania tzw. wymiaru sprawiedliwości, czy – rzecz najnowsza – zachowania grupy rządzącej w konfrontacji z roszczeniami mocarstw i silnych „przyjaciół”.
Podobnie, jak komunizm był kompletną niedorzecznością - nawet w swojej strukturze formalnej, tak jego hybryda, zwana III RP, jest niedorzecznością w obszarze zjawisk politycznych, etycznych bądź prawnych. Nie da się ich zdefiniować przy pomocy racjonalnej metodologii, bo przedstawiciele tego państwa traktują demokrację, moralność i prawo, w identyczny sposób, jak złodziej używa wytrychu do otwarcia zamkniętych drzwi, zaś morderca korzysta z noża do zadźgania ofiary. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie jednak twierdził, że sięgając po wytrych złodziej staje się ślusarzem, a posługujący się nożem bandyta wykonuje zawód kucharza.
To znamienne, acz naturalne dla sukcesji komunistycznej, że właśnie byli esbecy i kapusie, członkowie kompartii oraz przedstawiciele koncesjonowanej opozycji PRL, są dziś najgorętszymi orędownikami systemu III RP, prowadzą walkę „o demokrację” i bronią „zdobyczy” ostatnich trzech dekad.
Z „pionierskiego” okresu lat 89/90 wywodzą się główne siły polityczne zarządzające dziś życiem politycznym tego państwa: Porozumienie Centrum (1990), z którego powstała partia Prawo i Sprawiedliwość oraz Kongres Liberalno-Demokratyczny (1990), przekształcony w Unię Wolności, a następnie – Platformę Obywatelską. Do udziału dopuszczono również reprezentacje komunistów (SLD) i satelickiej partii komunistycznej (PSL) oraz pomniejsze twory - zazwyczaj inspirowane przez środowiska służb specjalnych, których obecność miała symulować pluralizm parlamentarny i naturalność mechanizmów politycznych.
Historia III RP pełna jest przykładów kreowania fałszywej opozycji, rozmaitych „trybunów ludowych”, esbeckich „trzecich sił” itp. inicjatyw. Świadczą one, że dyspozycja Kiszczaka z roku 1989, nadal obowiązuje.
Cechą wspólną wszystkich formacji dopuszczonych do tej „magdalenkowej wspólnoty”, jest afirmacja systemu politycznego. W ramach tej afirmacji, dozwala się na większe lub mniejsze korekty, przeprowadzanie „programów naprawczych”, reform lub modyfikacji. Jeśli idą za daleko – jak w przypadku działań Antoniego Macierewicza na stanowisku szefa MON, następuje szybka reakcja i powrót do bezpiecznych rozwiązań.
Żadna z istniejących sił politycznych, nie może jednak głosić postulatu obalenia porządku III RP ani dążyć do radykalnej rozprawy z komunistyczną spuścizną. Żadnej też nie wolno podważać dwóch dogmatów stabilizujących ten system: o państwie prawa i demokracji (mitologia demokracji) oraz o tym, że z uwagi na nasze położenie geograficzne i porządek pojałtański, jesteśmy „skazani” na budowanie dobrych relacji z sąsiadami i integrację z UE (mitologia georealizmu).
              Jeśli w ocenie bieżącej sytuacji, uwzględnimy te uwarunkowania, staje się oczywiste, że alternatywy - PiS lub PO, Duda czy Komorowski, prawica albo lewica – są głęboko zwodnicze, bo ograniczone do wyboru powierzchownych zmian, nigdy zaś do pełnej rewizji obecnej państwowości.
W przypadku PO czy Komorowskiego – wybór sprowadzał się w istocie do zapaści gospodarczej, stagnacji i utrwalania patologii III RP, w przypadku PiS – do szermowania retoryką patriotyczną, korekty niektórych patologii oraz zmian prowadzących do wzrostu niektórych wskaźników ekonomicznych i zwiększenia rozdawnictwa socjalnego.
Prawda – istnieje tu różnica i pojawia się opcja wyboru -ale zawsze w ramach systemu III RP, przy zachowaniu jego fasady, uwzględnieniu grup wpływu i nienaruszalności mitów. PiS ani PO (jak i każda inna partia systemowa) nie mogą zerwać z atrybutami sukcesji komunistycznej lub działać poza granicami pseudo-demokracji. Żadna z tych partii nie zrezygnuje z uprawiania mistyfikacji parlamentarnej, nie odmówi praw obywatelskich komunistycznym zaprzańcom, nie oczyści Polski ze zgrai obcej agentury i grup mafijnych.
Jest to klasyczny wybór, między dżumą a cholerą - przy czym obie te choroby, choć o różnym przebiegu i objawach, okażą się śmiertelne dla polskich aspiracji.
Przyjęcie takiej perspektywy, pozwala zrozumieć, że A. Duda nie jest żadnym „zdrajcą”, tak jak Tusk i jego kamraci nie byli „patologią” III RP. Lokator Pałacu jest tylko konsekwentnym strażnikiem sukcesji komunistycznej, narzuconym nam z woli prezesa PiS po to, by reprezentować interesy środowisk zarządzających tą sukcesją. Rozgrywanie rzekomych antynomii na linii prezydent -partia rządząca, doskonale usprawiedliwia zaniechania i nędzę „dobrej zmiany” oraz pozwala zachować status quo na kolejne kadencje.
Tusk i reżim PO-PSL nie „zepsuli” zaś tego państwa i nie stanowili w nim „anomalii”. Było ono chore już w chwili poczęcia, zaś przeszłe, obecne i przyszłe patologie, są stanem naturalnym dla „socjalistycznej demokracji parlamentarnej” (jak nazwano system III RP w jednym z dokumentów SB z lipca 1989 r.).
Dostrzeżenie tej fałszywej alternatywy, pozwala określić charakter różnic dzielących partie systemowe III RP i wyznaczyć fundament decydujący o ich wspólnocie celów.
W latach 2007-2014 poglądy prezentowane na tym blogu, mogły być niewygodne dla reżimu PO-PSL, ale nie stanowiły zagrożenia dla systemu III RP. Dlaczego? Bo w wielu ocenach, sugestiach i projektach, pozostawały zamknięte w obszarze fałszywej alternatywy.
Dopiero nowe rozdanie z roku 2015 i mistyfikacja „dobrej zmiany”, uczyniły z tych poglądów rzecz niebezpieczną. Nie z powodu znaczenia bloga bezdekretu, lecz z uwagi na odrzucenie fałszywej dychotomii, która w partii J. Kaczyńskiego nakazywała upatrywać nośnik polskich interesów.
            Ludzie, którzy dostrzegli już szalbierstwo „dobrej zmiany” i zadają dziś tchórzliwe pytania- „przecież nie ma alternatywy”, „jeśli nie PiS, przyjdzie PO”, „nie wybierzemy Dudy, będzie Tusk” itp. - nie tylko odrzucają prawdę o genezie III RP i esbeckiej kombinacji, zwanej „systemem politycznym”, ale nadal sankcjonują fałsz takich wyborów. Ich dywagacje nie prowadzą do sensownej konkluzji, bo ogranicza ją przymus ustanowiony przy „okrągłym stole” i potwierdzony podczas kolejnych „wyborów powszechnych”. Biorąc udział w tej farsie i uczestnicząc w fikcji procesów politycznych, godzą się na rolę zniewolonej „masy”, ukształtowanej i zarządzanej podług woli oszustów, partyjnych macherów i beneficjentów III RP.
Gdy ludzie zawiedzeni dziś „dobrą zmianą” pytają - „co robić”, odpowiedź musi być krótka – nic.
Póki nie mają odwagi przekroczyć granicy zakreślonej przez „ojców założycieli” i tkwią w mitologii demokracji, póki w kreowaniu fałszywych alternatyw chcą widzieć sposób na wolną Polskę, ich działania i rozmyślania, będą jałowe i nieskuteczne.
Warunkiem wyjścia z tej matni jest przyjęcie całkowicie odmiennej koncepcji myślenia i działania w sprawach polskich.
Trzeba odrzucić optykę sprowadzoną do budowania „trzecich dróg”, tworzenia kanapowych partyjek lub środowisk wzajemnej adoracji. Trzeba zapomnieć o „wynikach wyborów”, „sondażach”, programach politycznych i walkach parlamentarnych. Są to iluzje, mające utrzymać nas w karbach mitologii obecnego państwa.
Trzeba przyjąć za pewnik, że nie da się obalić porządku III RP w drodze wyborów parlamentarnych i wolnej gry politycznej. Znając prawdę o genezie tego tworu i historię ostatnich dekad, nie można pokładać nadziei w fasadowych cechach parlamentaryzmu i pseudo-demokracji. Nie wolno też wierzyć w mit państwa prawa, gdy tym obszarem zarządzają ludzie służący sowieckiemu okupantowi.
Byłoby absurdem widzieć – czym jest to państwo i znać jego reguły, a jednocześnie przyjmować narzędzia narzucone przez wroga.
Źródła PRL-u mają początek w zbrodni katyńskiej, w mordowaniu polskich patriotów, bestialskim terrorze, kłamstwie i podstępie.
Źródłem III RP jest zbrodnia założycielska – mord na księdzu Jerzym, zabójstwa kapłanów podczas obrad „okrągłego stołu”, represje wobec środowisk antykomunistycznych, zdrada i ordynarne łgarstwa.
Nie ma w tym cienia dystynkcji, gdy zgraja kapusiów i drobnych cwaniaków dogadała się z oficerami prowadzącymi.
Nie są „aktem historycznym” wybory ustalone podczas libacji w Magdalence i „zasady państwa” przeniesione z czasów okupacji sowieckiej.
Nie jest „dobrą zmianą” operacja nowego rozdania – symbolicznej „wymiany wody”, kierowana i dokonana przez środowisko wojskowej bezpieki.
Prymitywizm tych działań przekracza miarę cywilizowanych relacji, ale stanowi ważną wskazówkę.
Przyjmując ją, nie można wierzyć, że powstała na gruncie PRL sukcesja, legnie pod ciosem kartki wyborczej i ciężarem akcji politycznych. Ten system nigdy nie dopuści do udziału w życiu publicznym ludzi o poglądach sprzecznych z dogmatyką III RP.
Spycha ich na margines, cenzuruje i skazuje na wykluczenie. Żadna partia i środowisko otwarcie głoszące postulat obalenia III RP i zerwania z dziedzictwem komunizmu, nie wejdzie zatem w obecny układ polityczny, nie znajdzie dostępu do środków przekazu i źródeł finansowania.
          Każdy dzień, w którym realia tego państwa są zakłamywane projekcją fałszywych wyobrażeń i pseudo-alternatyw, jest dniem straconym i przybliża nas do nieuchronnej klęski. Im szybciej zrozumiemy, że uprawianie tej mitologii stało się zabójcze dla polskich aspiracji i narodowych dążeń, tym większą mamy szansę uniknąć losu oszukanych głupców.

Aleksander ŒŚcios
Blog autora

ŚŒCIOS PYTAŁ KOMOROWSKIEGO, a TERAZ PYTA NASZYCH WYBRAŃCÓW

Czytelnikom Aleksandra ŒŚciosa i jego komentatorom na blogu oraz TT:
Aleksander ŒŚcios 19 maja 2016 21:43

Szanowni Państwo,

Najmocniej przepraszam stałych Czytelników bezdekretu za dyskomfort związany z lekturą niektórych "komentarzy" i za obecnoć treści, które nie powinny znaleść się w tym miejscu.

Od wielu lat staram się prowadzić blog w ten sposób, by nie pojawiały się tu dezinformacje, łgarstwa lub esbeckie "wrzutki". Dość ich w tzw. wolnych mediach i na "prawicowych" forach internetowych.

Nie dopuszczam również do głosu klasycznych idiotów, ćwierćinteligentów ani zadaniowanych funkcjonariuszy.

Nie ma tu miejsca dla teoretyków spisku żydo-masońskiego, wyznawców endokomuny i narodowych bolszewików, dla sierot po Urbanie, esbeckich prowokatorów lub zwolenników "trzeciej drogi".

Nie mam czasu ani ochoty, by prowadzić polemiki na poziomie uwłaczającym ludziom rozumnym. Nie uważam też za konieczne objaśniania rzeczy oczywistych.

To kwestia zasad, higieny psychicznej oraz szacunku wobec gości i przyjaciół bezdekretu.

Chcę więc wyraźnie podkreślić, że od tej chwili wszelkie brednie o "wspólnych posiedzeniach rządów polskiego i izraelskiego z ojcowskim nadzorem Amerykanów" itp. rewelacje, których autorzy węszą spiski żydowsko-amerykańskie, będą stąd natychmiast usuwane i nie doczekają się odpowiedzi.

Będę również kasował "komentarze" w stylu zaprezentowanym przez pana "Kowalski Jaroslaw". Nie ma tu miejsca na niewybredne insynuacje ani na łgarstwa powielane na forach Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa itp. organizacji.

Nie interesuje mnie - co o takich praktykach pomyślą autorzy takich wypowiedzi. Będę ich usilnie zniechęcał do odwiedzania mojego bloga i dbał, by nie zaśmiecali tego miejsca.

Z komentarzy na blogu Autora:

Dzień dobry Szanowny Panie Aleksandrze
Dziękuję za ten dobitny tekst, ktory nie pozostawia wątpliwości jeśli chodzi o Pańską ocenę obecnej ekipy rządzącej. Oczywiście w pełni się zgadzam. Kwestia tego że raczej mało kto oddaje władzę, wpływy i wielkie pieniądze, swój status wypracowany przez ponad 40 lat, od tak następnej ekipie wydaje się logiczna. Ale czasem ten związek przyczynowo skutkowy umyka lub raczej celowo jest maskowany dla zachowania status quo.
Swoim tekstem nie pozostawia Pan złudzeń, czy w obecnie rządzącej ekipie jest jakaś nadzieja, czy warto dać kolejną "ostatnia szanse", czy warto im wierzyć...
Był Pan uprzejmy napisać :" każdy dzień... przybliża nas do nieuchronnej kleski"- czym jest ta ostateczna klęska? Czy naród musi stanąć na skraju przepaści, przed którą nie ma odwrotu, aby zmienić kurs? Czy właśnie dopiero wtedy?

skok w pszenżyto,

Kwestia pokładania nadziei w obecnej ekipie, zależy tylko od jednego czynnika – czy ten, który nadzieję pokłada, chce kontynuacji III RP i „reform” przeprowadzanych w ramach obecnego systemu.
Jeśli odpowiedź jest twierdząca, partia Kaczyńskiego doskonale nadaje się do takiego zadania, bo w zestawieniu ze zbieraniną PO-PSL stanowi rzeczywiście inną „jakość”. Również dlatego, że sprawniej posługuje się partyjną demagogią i pod płaszczem retoryki patriotycznej potrafi robić rzeczy wyjątkowo podłe, szkodliwe i groźne.

W odpowiedzi na Pana pytanie - „Czy naród musi stanąć na skraju przepaści, przed którą nie ma odwrotu, aby zmienić kurs? Czy właśnie dopiero wtedy?”, sięgnąłbym po słowa kończące tekst „PYTANIE – CO DALEJ? - MUSI BYĆ ZADANE” z roku 2017:
„Lepiej, by zło było jawne i nazywane po imieniu, niż kryło się za fasadą „dobrej zmiany” i czyniło spustoszenie w umysłach moich rodaków.
Lepiej, żeby Polacy zostali siłą doprowadzeni pod mur upodlenia i hańby i musieli spojrzeć w prawdziwe ślepia Obcych, niż stojąc pod tym murem, nie dostrzegali zagrożenia i sławili tych, którzy wiodą ich do zagłady.”

***

Szanowny Panie Aleksandrze,

po wprowadzeniu stanu wojennego, czyli po wydaniu wojny narodowi polskiemu przez sowieciarzy i zbrojnym zdławieniu zrywu "Solidarności", już podczas pierwszych po tym wydarzeniu obrad sejmu (15.01.1982) autor szalbierczych, antypolskich "Czterech Pancernych i psa" płk. Janusz Przymanowski postulował przywrócenie korony "naszemu orłowi" - "dla podkreślenia suwerenności"...
Postulat zrealizowano, jak wiemy, dopiero kilka lat później - już jako efekt magdalenkowego kontraktu czerwonych z różowymi, jako element bałamucący Polaków i mamiący rzekomymi "zmianą ustroju", "demokratycznymi wyborami", "kompromisem", "przełomem" itd.
Postawę Przymanowskiego i innych literatów-sowieciarzy dobrze ujął Zbigniew Herbert, który w stanie wojennym w podziemnym biuletynie „Kosynier Ogólnopolski" pisał:

Hołuj,
Żukrowski,
Przymanowski,
Lenart -
Czterej pancerni:
Mierni
ale ujdzie.
Na nowy serial
byłby niezły temat.
Cóż – gdy za nimi
żaden pies nie pójdzie.

Rzeczywiście. W 1989 r. trzeba było wykreować zupełnie nowych "władców umysłów", nowe "autorytety, za którymi poszłoby wielu uczciwych ludzi.
------------
Tyle na razie. Czekam na drugą część "Fałszywej alternatywy".

Kłaniam się

kazef,

Panie Kazefie,

Celna uwaga. Kolejne etapy i rozmaite „eksperymenty” dokonywane w ramach III RP, mają tę właściwość, że szybko zużywają bieżące „elity” społeczno-polityczne i narażają je na kompromitację.
Jak „mędrcy” z UD i UW są dziś uznawani za postaci (co najmniej) groteskowe, tak za lat kilka będziemy oceniali współczesnych herosów intelektu.
Jest jeszcze i ten aspekt, który sprawia, że owi „wielcy” z czasem pokazują swoją prawdziwą facjatę, popełniają większe lub mniejsze świństwa i sami sprowadzają swój autorytet do miary wszystkich „autorytetów” III RP.
To proces naturalny, jak rzeczą naturalną są rozliczne patologie i nędza tego państwa. Muszą infekować tych, którzy oddali się w służbę sukcesji komunistycznej.
Trzeba więc cyklicznie wymieniać zużyte „autorytety” i dbać o kreowanie nowych. W III RP, to zadanie powierzono ośrodkom propagandy i partyjnym przekaźnikom, zwanym „wolnymi mediami”.

Pozdrawiam Pana

***

Przyjmując jako założenie podane przemyślenia autora, z którymi się zgadzam, powinniśmy zostać w domu w dzień wyborów i marzyć o naprawdę suwerennej i wolnej od pomiotu komunistycznego Polsce. Tylko co w efekcie tego osiągniemy. Skoro sam autor twierdzi, że żadna prawdziwie polska i nieskażona III RP partia, w obecnej sytuacji nie może powstać, bo WSI, ukryte wszędzie w każdej instytucji i formacji, na to nie pozwoli. Tylko co z takich rozważań wynika? Jaka jest zatem propozycja, czy też sposób działania, żeby te macki definitywnie uciąć? Udać się na wewnętrzną emigrację, żeby uniknąć losu "oszukanych głupców" i czekać na zmiłowanie losu? To nie leży w moim charakterze. Pozdrawiam serdecznie KJ

Proszę Pani, te same wątpliwości i mnie dręczą :) Wracam do tych pytań niestrudzenie, tym razem też w komentarzu do wpisu autora bloga. Proszę zerknąć, o ile zostanie zamieszczony. Odnoszę też wrażenie, że zbliżamy się do pewnego przesilenia, kiedy to otwarte sformułowanie pewnych kwestii stanie się możliwe. Bardzo bym sobie tego życzyła :))

Kora Jabłońska,

Marzenia to rzecz dobra, ale nie zastąpią nam wolnej Polski.
A „czekanie na zmiłowanie losu” nie leży w mojej naturze, a tym bardziej, w poglądach prezentowanych na bezdekretu.
Nigdzie też nie napisałem o „WSI, ukrytym wszędzie w każdej instytucji i formacji”.
Konkluzje, jakie Pani wyprowadza, są zatem o tyle prawdziwe, o ile wynikają z powierzchownej, a rzekłbym dość płytkiej interpretacji tekstu.
Proponuję z uwagą przeczytać choćby tytuł mojej publikacji, bo zawiera sugestię, że po diagnozie zostanie ujawniona terapia.

Pozdrawiam Panią

***

Po czymś takim,nie komentuję,tylko dziękuję.Nr.1 świadczy,że po diagnozie,pojawi się RECEPTA.No bo co tu komentować?.Rutynowe pozdrowienia,są nieadekwatne do klasy i wagi tego tekstu.

nemo,

Dziękuję – również za dostrzeżenie, że tekst jest zapowiedzią „terapii wstrząsowej”.
Pozdrawiam

***

Panie Aleksandrze,

jest czymś ze wszech miar słusznym mieć przed sobą jasną wizję ideału i wiedzieć, do czego się dąży.

Jednak czy nie sądzi Pan, że ten ideał Polski, który nam tu przyświeca, dałby się w pełni zrealizować tylko po zwycięskiej wojnie? (Bo po przegranej to już w najlepszym razie tylko Królestwo Kongresowe albo PRL). A skoro nikt chyba nie życzy sobie wojny na wielką skalę, to na dzień dzisiejszy możliwy się wydaje tylko Umiarkowany Postęp w Granicach Prawa...

Pozdrawiam

Wąż Wystygły,

Są analogie, które powinny potwierdzać Pana przypuszczenia.
II Rzeczpospolita wyłoniła się po wojnie światowej i wymagała tysięcy ofiar i wielkiej daniny krwi.
Jeśli ceną owej III RP (numeracja jest elementem fałszerstwa) miałby być alkohol przelewany w Magdalence i zakulisowe ustalenia między esbekami i ich agenturą, wartość tego państwa odpowiada zapłaconej cenie.
Wiemy natomiast, że PRL nie powstał na mocy pokojowych „procesów politycznych”, a okupant sowiecki instalował tu swoje rządy poprzez terror, przemoc i kłamstwo. Dlatego trudno byłoby zakładać, że upadek sukcesji komunistycznej nie wymaga środków adekwatnych – a co najmniej wprowadzenia twardej dyktatury.

„Wojna na wielką skalę” jest tematem, który musi przerażać. Również dlatego, że jej wybuch będzie całkowicie niezależny od naszych życzeń. Ludzie rozumni powinni jednak wiedzieć, że kierunek, w jakim zmierza współczesny „świat”, może zostać odwrócony tylko poprzez wydarzenie o skali globalnej i tragicznej. Droga „umiarkowanego postępu” wiedzie w przepaść.
Jedynie potężny wstrząs może nas otrzeźwić i zwrócić ludzkości elementarny instynkt zachowawczy.
Nie mogę jednak zakładać, że kreślony na tym blogu ideał wolnej Polski, wymaga wojny totalnej.
Taka wizja, byłaby utopią, o tyle groźną, że pozbawioną elementu racjonalności, ale też nadziei.
Dlatego wolałbym szukać rozwiązań, które nie zdejmują z nas obowiązku realnych działań i nie odwołują do wydarzeń całkowicie od nas niezależnych.

***

Panie Aleksandrze.
WOLNOŚĆ to nie jest nic nie robienie.Najszybciej traci się siły, jeśli
się nic nie robi. Ciało wiotczeje i duch zamiera. Trudno zaprzeczeć Pana stwierdzeniom ale chciałbym zachować choć trochę nadziei. Angażowanie się w politykę nie ma sensu, zwłaszcza, że uważam iż przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść lecz polityka. Partyzantka w dzisiejszych czasach też nie ma żadnych szans... Więc co?... Nic? Przecież kocha się tę naszą piękną, choć biedną Ojczyznę. Wydaje się Pan być dużo wiedzącym i mądrym człowiekiem, więc pokładam nadzieję w jakichś Pana pomysłach, skoro coraz trudniej mieć ją w obecnej naszej sytuacji.
Z pozdrowieniami Leszek de la C.

Leszek De La Croix,

Miło mi powitać nowego komentatora, dlatego kilka Pańskich uwag biorę na karb nieznajomości treści prezentowanych na tym blogu.
Gdybym kiedykolwiek i komukolwiek miał proponować „nicnierobienie” , nie powstałby żaden tekst.
W pojęciu wolności, zawiera się obowiązek robienia tego, co uznajemy za dobre, słuszne i potrzebne. Podkreślę słowo „obowiązek”.
Dlatego - nie robić nic – znaczy być zniewolonym.
Ponownie zwrócę uwagę na tytuł publikacji i wyraźną zapowiedź kontynuacji tematu.
Nie daję jednak gwarancji, że proponowane tu rozwiązania zadowolą ludzi oczekujących szybkich i błyskotliwych efektów. Nie są to pomysły wyciągnięte z kapelusza prestidigitatora ani „dobre rady” internetowego mędrca.
Sieć pełna jest takich mędrców, którzy w tej lub innej partyjce, w tym lub innym człowieku, upatrują drogę do zwycięstwa. To łatwe dla ludzi krótkowzrocznych, o niewygórowanych ambicjach i potrzebach.
Trudność pojawia się wówczas, gdy na poważnie potraktujemy diagnozę postawioną w tekście:
„Nie można wierzyć, że powstała na gruncie PRL sukcesja, legnie pod ciosem kartki wyborczej i ciężarem akcji politycznych. Ten system nigdy nie dopuści do udziału w życiu publicznym ludzi o poglądach sprzecznych z dogmatyką III RP. Żadna partia i środowisko otwarcie głoszące postulat obalenia III RP i zerwania z dziedzictwem komunizmu, nie wejdzie zatem w obecny układ polityczny, nie znajdzie dostępu do środków przekazu i źródeł finansowania.”

Mam nadzieję ,że zechce Pan włączyć się w rozmowę pod kolejnymi tekstami.

Pozdrawiam

***

Panie Aleksandrze – podoba mi się jednoznaczna dobitność tego tekstu. Szczególnie „Gdy ludzie zawiedzeni dziś „dobrą zmianą” pytają - „co robić”, odpowiedź musi być krótka – nic.” :))

Co oznacza to „nic”? Jak rozumiem – nieuczestniczenie w „szopce demokracji”, która to demokracja, jak już wiemy, jest jedynie pozorem. A nieuczestniczenie, cóż to oznacza? To oznacza, że zamiast pójść do punktu wyborczego zostanie się w domu albo uda się człowiek np. do kina. Taką też decyzję sama podjęłam już jakiś czas temu kierując się obrzydzeniem do wszechobecnego kłamstwa oraz świadomością, że dostępni w tym systemie kandydaci nie są tymi, za których się podają czy za których ich uważamy. Stąd bezsens przykładania ręki do ich wyboru czy eliminacji. Zatem pozostanę przy „nic”.

I co dalej? Dalej stanie się i tak to, co zaplanowali macherzy. Co zatem daje „nieprzykładanie ręki”? Osobistą satysfakcję z utrzymania spójności między własnymi przekonaniami a działaniem – tylko tyle albo aż tyle. Tu jednak, jak rozumiem sens istnienia tego bloga i przekazywanych za jego pomocą myśli nie idzie o satysfakcje osobiste. My tu walczymy chyba o wolną Polskę? Jak możemy realizować taki zamiar robiąc „nic”?

Odpowiedź tutaj padała wielokrotnie – Długi marsz - i jak rozumiem powinniśmy propagować myśli zawarte na blogu oraz w książce „Nudis verbis”, by stopniowo przebudowywać świadomość współobywateli; by podobnie jak my tutaj zrozumieli fikcję, w jaką nas wrzucono; by podobnie jak my uznali bezsens uczestniczenia w „demokracji”, a ten bezsens uznając odmówili w nim uczestnictwa.
No dobrze, i co wówczas? Ilu obywateli powinno zbojkotować wybory, by uznane zostały za nieważne? Ile razy z rzędu powinien powtórzyć się bojkot, by… No właśnie – co działoby się w takim przypadku? Jak mogłaby rozwinąć się sytuacja? Co na ten temat mówią przepisy? Czy to jest właściwy trop, Panie Aleksandrze?

Interesujący też wydał mi się fragment „nie można wierzyć, że powstała na gruncie PRL sukcesja, legnie pod ciosem kartki wyborczej i ciężarem akcji politycznych” Jeżeli nie pod „ciosem kartki wyborczej”, to co pozostaje? Czy dążenie do sytuacji jaką opisałam powyżej? Bo jedyna jeszcze alternatywa, jaka przychodzi mi na myśl, to powstanie zbrojne/wojna. To jednak, w rzeczywistości do jakiej przywykliśmy wydaje się koncepcją zbyt abstrakcyjną, zbyt przerażającą by brać ją poważnie pod uwagę. A gdyby nawet przyjąć ją za jedną z możliwych, kto miałby to animować? Przecież takie rzeczy nie dzieją się ot tak, spontanicznie, bo jest duża grupa ludzi, którzy uznali, że właśnie tak trzeba – zawsze jest jakiś ośrodek decyzyjny, jakieś jądro zdarzeń. Na kogo można by liczyć?

To chyba tyle na dzisiaj i ciekawa jestem, Panie Aleksandrze, co Pan na to. A ewentualnych komentatorów proszę gorąco o nie napominanie mnie, bym „uprawiała ugór”, bo o tym było już wiele razy, a i pierwsza część mojego komentarza wyraża jak sądzę wystarczająco jasno moją świadomość w tej kwestii i nie tego dotyczą moje wątpliwości.

Pozdrawiam Pana i Państwa.

Martyna Ochnik,

To „nic” oznacza tyle, że ludzie, którzy zadają podobne pytania, odrzucając przy tym prawdę o fałszywej alternatywie, nie mogą dojść do racjonalnej konkluzji ani zrobić nic sensownego.
Dlatego moja odpowiedź dla takich ludzi, brzmiałaby – nic.
Nieuczestniczenie w „szopce demokracji”, nie jest zaś wyrazem zobojętnienia, lecz realizmu. Skoro tzw. wyniki wyborów nie mogą znieść porządku III RP, dlaczego miałbym uwiarygadniać ten fałsz?

Dobrze – choć nieco pobieżnie, zrozumiała Pani cele długiego marszu. Działanie bierze początek w myśleniu. Nigdy odwrotnie. Dlatego zmiana stanu świadomości – w tym odrzucenie szeregu mitów III RP, jest pierwszym i nieodzownym warunkiem.
Jeśli to nie nastąpi, nawet ludzie szczerze zatroskani sprawami polskimi, będą obracali swoje myśli i działania wokół miraży demokracji i w granicach obecnej państwowości.
Przykład: bunt społeczny – choćby na wzór tego, co obserwujemy dziś w Armenii, wydaje się nam rzeczą tak horrendalną i przerażającą, że zdecydowana większość natychmiast odrzuci podobne rozwiązania.
Odrzuci zaś dlatego, że przez trzy dekady obecnej niby-państwowosci wmówiono nam, iż tylko prawo stanowiono przez Obcych i dla Obcych, tylko działania parlamentarne, gry polityczne i tzw. kompromisy, mogą kształtować polską rzeczywistość. Nawet demokracja bezpośrednia – oparta na ruchach społecznych, akcjach oddolnych, niekontrolowanych przez partie i środowiska wpływu, jest nam kompletnie obca i kojarzy się wyłącznie ze złowrogą „rewolucją”. Obcy jest również cały katalog środków, o których wielokrotnie pisałem na tym blogu – choćby w tekście „GDYBY PAN COGITO ODWAŻYŁ SIĘ STRZELAĆ...”.
Ludzie zaczadzeni mitologią demokracji, nawet nie próbują zachowań w ramach „logiki mackiewiczowskiej”. To jest dla nich utopia i „marzycielstwo” - a tylko dlatego, że wymagałaby rozstania z kilkoma hiper-bredniami i minimum konsekwencji. Jeśli dla kogoś, wyłączenie odbiornika tv czy niepodawanie ręki kanalii stanowi nazbyt wielkie wyrzeczenie – po co w ogóle bełkoce o sprawach polskich i uważa się za patriotę?
Proces zmiany takich „stanów świadomości”, to rzecz długotrwała. Przyspiesza ją reakcja na zachowania lokatora Pałacu i na decyzje partii rządzącej- np. w sprawie tzw. ustawy 447. Ludzie, którzy dostrzegają już fikcję „dobrej zmiany”, muszą stracić kolejne złudzenia i rozstać się z kolejnymi mitami. Dobrze więc, że taki proces postępuje i dobrze, że coraz łatwiej dostrzegać to szalbierstwo.
Musimy przejść ten etap „obdzierania” III RP z pokładów fałszu i fikcji. Nawet, gdyby okazywał się bolesny i prowadził ludzi słabych do rozgoryczenia i apatii.

Pozdrawiam Panią

***

A. Macierewicz: - Należałoby jasno stwierdzić, że ta ustawa Polski nie powinna dotyczyć. Byliśmy jedynym narodem, który narażał się na śmierć, broniąc swoich żydowskich przyjaciół. Chociażby dlatego ta ustawa nie powinna nas dotyczyć.
Potem powtarzanie słów typu: niestety, z ubolewaniem, mam nadzieję, itp.

A kogo w ogóle powinna dotyczyć złodziejska ustawa 447?

Panie Ścios, od kiedy czytam Pana blog zawsze rugował Pan sygnały różnorakiej agresji i nienawiści Żydów wobec Polski. Temat był praktycznie zakazany.
Dziś nagle min. Macierewicz mówi o groźbie bankructwa Polski.

Nie dawno przypadkowo trafiłem na wypowiedź dra Kękusia, że szykowana jest gigantyczna grabież Polski a działania Patryka Jakiego to tylko zasłona dymna na drobne kwoty w porównaniu ze skalą nadchodzącej katastrofy. Pomyślałem, że to wariat.

Teraz się nagle okazuje, że nie dziadki z WSI, UB i MO lecz w tej chwili nie ma chyba ważniejszego dla nas tematu niż długofalowa agresja amerykańsko-żydowska wobec Polski.

Marcin Ís25,

Mogę Pana zapewnić, że nadal będę rugował z bloga teorie spisków żydo-masońskich oraz wywody o „agresji amerykańsko-żydowskiej”.
Pan najwyraźniej myli analizę bieżącej sytuacji z rozpowszechnianiem ruskiej propagandy. Na nią, nigdy nie będzie miejsca na moim blogu.
Przypomnę, że w lutym br. zamieściłem tu tekst pt.”PRZEPAŚĆ” ,w którym opisałem kombinację środowisk żydowskich. Wydarzenia związane z tzw. ustawą 447, stanowią kontynuację tej kombinacji i nie są dla mnie zaskoczeniem.
Mówimy jednak o dwóch różnych sprawach i próba zestawienia roszczeń żydowskich z zagrożeniami wewnętrznymi (wojskowa bezpieka, wpływy agenturalne), nie jest dobrym pomysłem.
W tym pierwszym zjawisku, widzę głównie forsowanie interesów finansowych,materialnych, w tym drugim – zagrożenie dla bytu narodowego. Nie zaprzeczam, że tego rodzaju roszczenia mogą mieć wpływ na przyszłość mojego kraju, ale obrona przed nimi jest zdecydowanie łatwiejsza niż walka z zagrożeniem wewnętrznym.
Problem dotyczy sytuacji, jaką nakreśliłem na wstępie tekstu „PRZEPAŚĆ”:
„Nie można wygrać wojny z wrogiem zewnętrznym, jeśli we własnym kraju zezwala się na bezkarność targowiczan,aprobuje donosicielstwo i zdradę, hołubi wrogie ośrodki propagandy.
Nie można obronić Polaków przed kombinacją obcych służb i szajką fałszerzy, jeśli rządzą nami wyznawcy zgubnej „strategii dialogu i kompromisu”, zaś politykę III RP kształtują mitolodzy „georealizmu”.
Za bezmiar słabości i głupoty rządzących,zapłacimy my i następne pokolenia Polaków.”

Jeśli przyjąć prawdziwość takiej myśli, jest oczywiste, że rozprawa z wrogiem wewnętrznym musi poprzedzać obronę przed obcymi kombinacjami.
One nie wynikają ze szczególnej nienawiści jakiejś nacji do Polaków, ale z tego, że ta nacja może sobie pozwolić na działania wymierzone w polskie interesy. Może zaś sobie pozwolić, bo III RP jest państwem słabym, poddanym woli obcych, o ograniczonej suwerenności i rządach zapatrzonych w mitologię „georealizmu”.
Roszczenia żydowskie mierzę zatem miarą pieniądza, bo od czasu ustanowienia „przemysłu” Holocaust, tylko ta miara decyduje o ocenach głoszonych przez Izrael i środowiska żydowskie. Występy Netanjahu, na które zwracam uwagę w tekście „PRZEPAŚĆ” doskonale potwierdzają tą ocenę.
Oni nie muszą, nie potrzebują wymazywać Polski z mapy świata, bo to żaden interes. Zarobić na Polsce, odebrać nasze pieniądze i majątek – owszem. Ale celem tych kombinacji nie jest nasz byt państwowy i narodowy. Bo to żaden „geszeft”.
Roszczenia Rosji i Niemiec oraz agentury działającej na rzecz tych państw, mierzę miarą dalece inną. Historycznym celem Moskwy i Berlina jest wymazanie Polski z mapy świata i ustanowienie na Wiśle granicy rosyjsko-niemieckiej. Ten cel został sformułowany w czasach rozbiorowych, potwierdzony w roku 1939 i – pod różnymi postaciami – wraca w polityce naszych „najbliższych sąsiadów”.
Dopiero ta perspektywa tworzy właściwą skalę do oceny zagrożeń i z tej perspektywy dokonuję diagnozy teorii o spiskach żydowskich itp. niebezpieczeństwach.

***

Co nas Polaków obchodzi ustawa S.447 ?
W wojnie wywołanej przez obce państwo zginęli obywatele Polski, Polacy, pochodzenia Żydowskiego. W Polsce żyli od pokoleń, w Polsce się dorobili majątków. Tu dopadł ich śmierć. Państwo Polskie z ich śmiercią nie ma nic wspólnego. Dlaczego mielibyśmy oddawać ich majątki. Komu? W 1941 roku nie było jeszcze państwa Izrael. A nawet gdyby. To byli obywatele Polscy!
Idąc logiką Żydowską - Polacy powinni założyć stowarzyszenia , organizacje … itp. I żądać od Państwa Polskiego zwrotu majątku jaki został po bezpotomnych Polakach którzy zginęli w II Woj. Św. Tymże organizacjom. To jest chore.
Teraz młodzi Polacy będą płacić swoją pracą za chore urojenia Żydowskie, a Władza która chce trwać przy korycie nie śmie pokazać Ameryce środkowego palca.
Jeśli jest tak jak Pan pisze, a wszystko na to wskazuje, tak to czułem - chociaż nie mogłem to sobie tak logicznie wytłumaczyć, to myślę że nie ma takiego czynu na który nie zasługują konstruktorzy, konserwatorzy, obrońcy i beneficjenci III RP, a który wymierzy kiedyś Rzeczpospolita.
Pozdrawiam Pana i wszystkich przyjaciół bloga.

Rob Roy,

Argumentacja ze wszech miar słuszna, ale – jak Pan doskonale wie, rzecz nie dotyczy racjonalnej oceny tej ustawy, lecz jej reperkusji w relacjach Polska-USA. A tu już inne argumenty decydują.
Nie mam wątpliwości, że Trump ustawę podpisze (to człowiek pod ogromnym wpływem lobby żydowskiego, również finansowym), zatem ten rząd i kolejne rządy III RP, będą musiały sprostać naciskom administracji amerykańskiej.
Wszystko, co wiemy o zachowaniach rządów III RP, pozwala sądzić, że nie będzie żadnego sprzeciwu. Potwierdza to również obecne zachowanie rządu Dudy-Morawieckiego i brak oficjalnej reakcji tzw. czynników państwowych.
Jak władze III RP wytłumaczą swoją postawę? Prosto.
Przykład retoryki usłyszeliśmy wczoraj od Gowina: „Usłyszałem w USA, że jeżeli rozwiążemy problem nieporozumienia z ustawą o IPN, to stałe bazy powstaną w ciągu 2-3 lat”.
Za kilka miesięcy możemy się dowiedzieć - „usłyszałem w USA, że jeżeli okażemy elastyczność w związku z ustawą S.447, możemy liczyć na wsparcie w sprawie smoleńskiej/szybsze dostawy systemu Patriot/ pomoc w zablokowaniu Nord Stream2 (wybrać dowolne).
Jedno jest pewne – żaden rząd III RP nie zapewni nam bezpieczeństwa i ochrony przed roszczeniami obcych. Nie zapewni, bo to państwo zbudowano na zasadach pojałtańskiego porządku, a jego władze – bez wyjątku – są zniewolone mitologią demokracji i „georealizmu”.
Póki nasi rodacy tego nie zrozumieją, rozbieżności między aspiracjami Polaków, a postawą „elit politycznych”, będą się pogłębiały.

Pozdrawiam Pana

***

Nigdy nie wierzyłem w ducha dziejów
wydumanego potwora o morderczym spojrzeniu
bestię dialektyczną na smyczy oprawców
ani w was – czterej jeźdźcy apokalipsy
Hunowie postępu cwałujący przez ziemskie i niebieskie stepy
niszcząc po drodze wszystko co godne szacunku dawne i bezbronne

trawiłem lata by poznać prostackie tryby historii
monotonną procesję i nierówną walkę
zbirów na czele ogłupiałych tłumów
przeciw garstce prawych i rozumnych

zostało mi niewiele
bardzo mało

przedmioty
i współczucie

lekkomyślnie opuszczamy ogrody dzieciństwa ogrody rzeczy
roniąc w ucieczce manuskrypty lampki oliwne godność pióra
taka jest nasza złudna podróż na krawędzi nicości

wybacz moją niewdzięczność pióro z archaiczną stalówką
i ty kałamarzu – tyle jeszcze było w tobie dobrych myśli
wybacz lampo naftowa – dogasasz we wspomnieniach jak
opuszczony obóz

zapłaciłem za zdradę
lecz wtedy nie wiedziałem
że odchodzicie na zawsze

i że będzie
ciemno



Panie Aleksandrze,

Choć nie pisałam srebrną stalówką, ("wypustką krytycznego rozumu"), nie czytałam przy świetle lampy naftowej i nie widziałam na własne oczy żydowskiego sklepiku, rozumiem przekaz cudownego wiersza Herberta.

Nie umiem inaczej skomentować tego tekstu. Mogę tylko podziękować i nauczyć się go na pamięć.

Intuicja podpowiadała mi myśl o "fałszywej alternatywie" od dawna, właściwie od uświadomienia sobie, czym naprawdę była tzw. "poprawka" z tzw. "pierwszych wolnych wyborów" (18 czerwca 1989 r.). Wydaje się, że w miarę wiernie opisuje to WIKIPEDIA, choć i tu widzę toporną propagandę, zwłaszcza gdy porównuję wersję polską i np. angielską, szczególnie końcowe "Aftermath".

Wersja rosyjska (!!!) może już tylko rozbawić cynizmem. Okazuje się, że żadnego komunizmu u nas nigdy nie było, a do demokracji przeszliśmy... z socjalizmu.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wybory_parlamentarne_w_Polsce_w_1989_roku
https://en.wikipedia.org/wiki/Polish_legislative_election,_1989

Pozdrawiam Pana serdecznie

PS. Internet to diabelski wynalazek. - "Tak jest, jak się państwu zdaje". "Wybór należy do ciebie", itd.

KLIK!

Pani Urszulo,
Wspaniały człowiek, wspaniałe refleksje, wspaniała poezja. Jestem miłośnikiem Herberta odkąd pierwszy raz dane mi było jego poezję poczytać. Dobrze, że przypomina Pani słowa mistrza, gdyż patrząc na otaczający świat, coraz częściej zdarza mi się ulegać przekonaniu o nieuchronności wiodącej w przepaść drogi „umiarkowanego postępu”. Warto wówczas sobie przypomnieć herbertowskie słowa nt. „wydumanego potwora o morderczym spojrzeniu” oraz wspomnieć „prostackie tryby historii”.
Pozdrawiam

Pani Urszulo,

Chciałem odpowiedzieć Herbertem, ale uświadomiłem sobie, że w z zderzeniu z tematem „fałszywej alternatywy”, byłby to dysonans.
A jak powiedział Mistrz w „Hańbie domowej” Jacka Trznadla- „Nie podszywajmy się pod metafizykę, nie nadymajmy się, mówmy o rzeczach prymitywnych językiem prymitywnym”.
Komunizm jest prymitywny, dlatego każda jego sukcesja, każdy twór wywodzący się z komunizmu, zachowuje cechy prymitywne.
Choć w podręcznikach historii najnowszej i w oficjalnej „historiozofii”, wciąż próbuje się tworzyć jakąś hagiografię okresu „transformacji ustrojowej”, a ludzi, którzy zgotowali nam ten los kreować na herosów, ten czas wyznacza pospolita zdrada, bezmiar kłamstwa i strachu.
Kilkakrotnie na moim blogu pojawiał się tekst „JAK POWSTAWAŁA III RP - TRZY RAZY NIE!” autorstwa Sławomira Bugajskiego (ps. Alfred B. Gruba)- naukowca, fizyka, po 13 grudnia 1981 współtwórcy Konspiracyjnego Komitetu Oporu Uniwersytetu Śląskiego, założyciela Solidarności Walczącej Oddział Katowice. Jednego z tych, którzy po roku 1989 zostali skazani na zapomnienie.
Kilka cytatów z tego tekstu, opublikowanego w czerwcu 1989 r. w Serwisie Agencji Informacyjnej Solidarności Walczącej, celnie oddaje atmosferę tamtych ponurych dni:
„Jesteśmy zmęczeni i zniechęceni - całe społeczeństwo. Patrzymy bezsilnie, jak się wali wszystko dokoła. Ceny rosną, każdy zastanawia się z trwogą, jak będzie żył za pół roku, za rok, jak będą żyły jego dzieci. Służba zdrowia, komunikacja, budownictwo mieszkaniowe, zaopatrzenie, szkolnictwo, kultura, ochrona środowiska - wszystko w stanie upadku i zacofania. Wszechmocne państwo, które zagarnęło całą gospodarkę i zabiera cały dochód z pracy społeczeństwa, twierdzi, że nie ma pieniędzy. (...)
Żadnej nadziei, tylko ciężka praca i coraz trudniejsza codzienna walka o byt. Zdrowe, normalne społeczeństwo w takiej sytuacji staje do walki, buntuje się, odmawia posłuszeństwa. Jest przecież wiele form cywilnego nieposłuszeństwa i walki z przemocą państwa, wśród nich walka zbrojna jest możliwością skrajną, stosowaną w ostateczności. My jednak wolimy angażować się w "wybory" do PRL-owskiego Sejmu.
Przypominamy wszyscy człowieka chorego na raka. Czuje, że jest z nim źle, staje się nerwowy, chudnie, ma boleści - ale nie chce słyszeć o operacji. Woli udawać, że nic się nie dzieje, woli zaufać znachorom i oszustom niż zaryzykować i wyzdrowieć. Pełne troski rady przyjaciół wprawiają go we wściekłość. Prawda często bywa trudna i przykra, prawda zmusza do działania, a chować głowę w piasek jest najwygodniej.
Ciężko chore społeczeństwo, jak tonący brzytwy, uczepiło się nadziei na porozumienie, porozumienie "przedstawicieli społeczeństwa" z rakowatą naroślą na jego ciele - komunistycznym państwem. Jeśli ktoś chce być oszukany, to będzie. Nie myślmy, nie dyskutujmy, zostawmy wszystko Wałęsie - on już zadba o nasze interesy. A każdy, kto ma wątpliwości, naraża się na wybuch histerycznego gniewu, na oskarżenia i wyzwiska.
Bo chować głowę w piasek jest najwygodniej.
Mimo to trzeba mówić, a nawet trzeba krzyczeć.
Trzeba stawiać sprawę na ostrzu noża, nazywać rzeczy po imieniu, trzeba prowokować, jątrzyć, podburzać !
Przecież toniemy, przecież giniemy, z europejskich wyżyn staczamy się w azjatycką dzicz !
Nie mogę milczeć, choćbym miał zostać za to zlinczowany przez ogłupionych i wystraszonych rodaków.”

Dziękuję za Pani komentarz i serdecznie pozdrawiam

Panie Aleksandrze,

Rzeczywiście, przytaczał Pan kilkakrotnie manifest "3 X NIE" Sławomira Bugajskiego, a ja za każdym razem zaciskałam zęby z irytacji. Nie ważyłam się jeszcze, nauczona nabożnego szacunku dla "legendarnych działaczy "S" (a co dopiero "SW"!), zastosować wobec nich blogowej reguły: "Nie uznaję autorytetów ani prawd objawionych III RP".

Za to zawsze było mi bliskie Asnykowe:"Mężom przystoi w milczeniu się zbroić".

Rozumiem emocje, ale myślę, że nie należało rzucać tylu obraźliwych słów bez pokrycia, rozdawać razów na oślep i oskarżać wszystkich, z wyjątkiem... siebie. Zamiast po męsku skonstatować: przegraliśmy, trudno, trzeba się było lepiej przygotować, pewne rzeczy przewidzieć, nie dać się głupio przechytrzyć przez esbeckich cwaniaczków à la TW bolek, warszawskich rządowo-solidarnościowych "doradców" i osobników typu Borusewicz czy papa Morawiecki.

A przede wszystkim: zdawać sobie sprawę z tego NA CO SIĘ WAŻYMY! (Bo niełatwo jest obalić SYSTEM - zwłaszcza gdy USA i "Europa", po wyreżyserowanym "upadku muru berlińskiego", aż dyszą pragnieniem pokojowej koegzystencji ze Związkiem Sowieckim).

- Więc także z własnej ODPOWIEDZIALNOŚCI za przegraną! Bo wyrzekać post factum na ogłupione społeczeństwo (rozumiem, że w 1981 takie nie było?) naprawdę nie przystoi. Ludzie rozproszeni organizacyjnie w wyniku stanu wojennego i post-wojennego nie wiedzieli (bo niby skąd?) kto się, i z kim, dogadywał w Magdalence i jakie geszefty, obowiązujące zresztą do dziś, tam zawierano.

Wiele razy miałam ochotę zapytać: - A jak nas, "legendarni działacze", wiedliście?

Każde społeczeństwo (także polskie, które nie jest ani lepsze ani gorsze od innych), nawet najbardziej zrewolucjonizowane, nie ruszy bez przywódców. A jacy przywódcy - takie rewolucje.

Pozdrawiam Pana

PS. Inne były też moje intencje, kiedy przytaczałam Herbertową "Elegię na odejście pióra atramentu lampy" KLIK. Niektóre trafnie wychwycił pan Rafał Stańczyk, dziękuję.

Pani Urszulo,

Niepotrzebna była Pani irytacja podczas lektury tekstu Sławomira Bugajskiego. Wystarczyło zapytać.
Ten człowiek nigdy nie był żadnym „autorytetem III RP” ani „legendarnym działaczem”. Nie bardzo więc rozumiem, dlaczego do jego tekstu odnosi Pani swoje uwagi.
Jak wielokrotnie podkreślałem, to jeden z tych ludzi „Solidarności”, których esbecko-agenturalny twór skazał na wykluczenie i zapomnienie. Miedzy innymi, za pisanie takich tekstów i taką ocenę magdalenkowej zdrady.
„Legendarni działacze” to ci, którzy zasiadali z Kiszczakiem do „okrągłego stołu” i pili z nim wódę w Magdalence. Zażywają dziś honorów bycia „politykami”, nalezą do gorliwych obrońców komunistycznej hybrydy i głosicieli demokracji III RP.
Inni, jak Morawiecki, Gwiazda czy Wyszkowski, choć sprzeciwiali się ówczesnej rzeczywistości i trzeźwo oceniali jej fundamenty, dziś również znalazła się blisko „obozu władzy”, sławi „dobre zmiany” itp. programy naprawcze.
Od tych ludzi, nie usłyszymy – czym naprawdę jest III RP, ile warta jest jej demokracja i niepodległość. Tym bardziej – na czym polega fałszywa alternatywa.

Tacy zaś, jak Bugajski, jak setki innych, nigdy nie weszli w struktury tego państwa, nie wspierali „Lecha” lub „pana Tadeusza”, nie należeli do „komitetów obywatelskich” i partii zakładanych pod dyktando bezpieki.
Tacy ludzie, pozbawieni dostępu do mediów, inwigilowani przez neo-bezpiekę pod szyldem UOP(nawet po 1990), nazywani „oszołomami” i „ekstremistami”, mogli jedynie wykrzyczeć swój gniew i sprzeciw. W sposób, jak zrobił to św. pamięci Sławomir – bez emocji, precyzyjnie i logicznie wywodząc przyczynę swojego sprzeciwu. Ostatecznie, mogli wyjechać z kraju, bo łaskawa władza szeroko otwierała przed nimi granice.
Oni nie mieli szans na robienie karier, na ordery, apanaże i zaszczyty.
Nie mogli też nigdzie Panią „wieść”, bo skutecznie pozbawiano ich wpływu na sprawy polskie.
Jeśli sądzi Pani, że w realiach lat 80/90 była to postawa niemęska lub widzi w niej ucieczkę od odpowiedzialności, mamy krańcowo różną ocenę.
Wiele lat temu, napisałem na blogu, że nie pozwolono nam dobić komuny i jest w tym wina moja i mojego pokolenia.
Taką odpowiedzialność odczuwam do dziś i pewnie nigdy jej nie zrzucę.
Wprawdzie z perspektywy trzech dekad, można napisać - „przegraliśmy, trudno, trzeba się było lepiej przygotować, pewne rzeczy przewidzieć, nie dać się głupio przechytrzyć przez esbeckich cwaniaczków” - ale wartość tej refleksji jest żadna, znikoma.

Obawiam się też, że niezbyt uważnie przeczytała Pani tekst Bugajskiego, jeśli poza biadoleniem i wyrzekaniem na społeczeństwo, nie dostrzegła w nim rzeczy wielce charakterystycznej.
Na zakończenie swojego artykułu, Bugajski napisał:
„Wszystko to, chociaż smutne, jest też optymistyczne. Musimy odrzucić stare struktury i starych przywódców, choćby to nie wiem jak bolało. Musimy odświeżyć stare idee i wymyślić nowe.
A na dziś, jeśli nie możemy zaszkodzić czerwonym, to przynajmniej im nie pomagajmy. A więc PO TRZYKROĆ "NIE!"
https://bezdekretu.blogspot.com/2017/06/jak-powstawaa-iii-rp-trzy-razy-nie.html

To nie jest postawa człowieka zrezygnowanego, uciekającego od odpowiedzialności. Niełatwo też było wtedy nawoływać do bojkotu tzw. wyborów. Większość naszych rodaków nie rozumiała takiej postawy lub – jak dziś, uważała ja za „kontrowersyjną”. Wprawdzie ani Bugajski, ani chyba nikt inny, nie zdawał sobie wówczas sprawy z ogromu zniewolenia tzw. „opozycji demokratycznej” i zakresu zdrady poczynionej w Magdalence, to w takim dictum nie ma cienia rezygnacji i niemęskiego biadolenia.

Pozdrawiam Panią

Panie Aleksandrze, wspomniał pan w odpowiedzi, że Morawiecki, Gwiazda i Wyszkowski znaleźli się blisko obozu władzy i że od nich nie usłyszymy krytyki systemu III Rp. Pamiętam, że kilka lat temu panu Wyszkowskiemu groziła windykacja komornicza mieszkania z powodu nie wywiązania się z wyroku sądowego nakazujące przeproszenie Lecha Wałęsy. Wtedy na swoim blogu zamieścił pan apel aby wesprzeć pana Wyszkowskiego datkami w trudnej sytuacji. Czy obecnie nie uważa Pan tego apelu za błąd? Ponadto w gronie osób bliskich władzy umieścił Pan Andrzeja Gwiazdę. Zawsze uważałem, że była to osoba zepchnięta na margines. Nie uważa Pan, że przykre jest to, że nasze autorytety nie są tak kryształowe jak byśmy tego oczekiwali.

Sailor,

Oczywiście, że nie uważam tego za błąd.
Pan Wyszkowski jest prawym człowiekiem i w sytuacji, w jakiej się wówczas znalazł, zasługiwał na nasze wsparcie i pomoc.
Moja ocena tych postaci, wyrażona we wcześniejszym komentarzu, dotyczy ich stosunku do III RP i tzw. „dobrej zmiany” - wprawdzie krytycznego w wielu aspektach, lecz nie na tyle, by jednoznacznie odrzucić twór stworzony w Magdalence i obnażyć fałszywe alternatywy tego systemu.
Jeśli ktoś miał świadomość – jak powstawała III RP, jak budowano jej polityczne podstawy i kreowano „autorytety”, jeśli widział zaprzaństwo ówczesnych „elit patriotycznych” i dostrzegał zamysł oszukania Polaków – jakże może dziś wspierać ekipę „konserwatorów” tego systemu?
Znajduję w takiej postawie ogromne zamieszanie intelektualne, pojęciowe. Wskaże znamienny przykład.
W kwietniu 2016, panowie Gwiazda i Wyszkowski podpisali list, będący odpowiedzią na wystąpienie byłych prezydentów i szefów MSZ dotyczący m.in. „obrony państwa prawa”.
W liście tym, znalazły się takie trafne słowa:
„Przy okrągłym stole zawarliście zdradziecki kontrakt, który komunistycznym zbrodniarzom zapewnił bezkarność i stanowiska oraz razem z wami i obcym kapitałem udział w przejmowaniu i niszczeniu polskiego majątku, za cenę zrujnowania życia milionom uczciwych Polaków”.
Jednak kilka akapitów dalej, można było przeczytać:
„O tym, że demokracja i prawo mają się dzisiaj w Polsce dobrze, świadczy najlepiej to, jak swobodnie i bezkarnie robicie publicznie nawet takie niegodziwe rzeczy, jak podburzanie społeczeństwa i zagranicy wobec legalnej władzy. Wiedzcie, że w obronie naszego państwa i obywatelskich wolności przed wami, w żadnej chwili nie zabraknie obrońców.”

Takie listy wprowadzają potężny zamęt pojęciowy i nie przynoszą odpowiedzi na fundamentalne pytanie pytanie: jak to się stało, że z pseudo-państwowości „zdradzieckiego kontraktu”, z trzech dziesięcioleci władzy sprawowanej przez owych „byłych prezydentów i szefów MSZ”, narodziło się wolne i suwerenne państwo, w którym „demokracja i prawo mają się dobrze”?
Kiedy i na mocy jakich wydarzeń nastąpiła realna konwalidacja III RP i przywrócenie Polakom pełnej niepodległości, demokracji i praw? Wystarczyła wymiana ekipy rządowej, program „500+” i kilka „reform ekonomicznych”, byśmy odzyskali te atrybuty?
Bo jeśli panowie Gwiazda i Wyszkowski, uznaliby za taką cezurę tzw. wybory powszechne z roku 2015, jak ocenić ten pogląd, w kontekście faktów przedstawionych w moim tekście?

***

Dla człowieka czynu, dla wojownika determinacja w cierpliwości jest czynem niezwykle trudnym.

noga za nogą,
wdech wydech,
sprawdzam kompas:
nudis,
przez pryzmat patrzę:
verbis,
idę,
poza horyzont,
wiedzy,
mojej i minionych pokoleń,
musi,
do Polski,
dotrze choć jeden,
z następujących,
po mnie
(Graf von Omansky)

Jeżeli jako Polak mam rzeczywiście obowiązki polskie, jeżeli prawdziwym jest zawołanie, hasło "Bóg, Honor, Ojczyzna", jeżeli jej ponad tysiącletnie istnienie ma być przedłużone na przyszłe stulecia, to nie mogę zniechęcać się tym, że efektów moich wysiłków nie zobaczą moje oczy.

Dla mnie osbiście dopiero zrozumienie i zaakceptowanie(!) tych prawd pozwoliło mi pojąć sens pracy dla Polski bez bieżącej gorączki, tego delirium wywoływanego brakiem efektu natychmiastowego, dostrzeganego teraz, a najdalej w widocznej perspektywie czasu.
W przeciwnym bowiem razie nie ma innego wyjścia jak wkraczanie na sprawdzoną drogę wiodącą do kontynuacji:
aktywności na dzisiaj poprzez udział w stowarzyszeniach reglamentowanych prawem i grantami politykow, którzy na tej drodze ustawili znaki nakazu i zakazu. Na drogę "młodych, ambitnych, szczerskich" polityków, których młyn działań doraźnych
i widocznych szybko zmienia w kontynuatorów niemożności i w konsekwencji w strażnikow zastanego i przedłużanego przez nich zniewalania.
"... nawet ludzie szczerze zatroskani sprawami polskimi, będą obracali swoje myśli i działania wokół miraży demokracji i w granicach obecnej państwowości", bo chcą robić
coś konkretnego i mieć widoczną szansę na sukces, na zmiany..., a nie dostrzegają sensu w robieniu tego, co pozwoli Polsce wyrwać się z zaklętego kręgu naprzemiennej epidemii cholery i dżumy infekowanej nam przez szarlatanów wystrojonych w liberalne wolności "róbta co chceta", albo w patriotyczne polskie szaty.

"I ciągle pniemy się w zwyż" starając się nadążyć za Panem Aleksandrem.
Dziękuję Panu za zmuszanie mnie takimi tekstami do wysiłku ich pojmowania i wyszukiwania dróg realizacji Pańskich Myśli dla Polski.

Pozdrawiam Gospodarza i wszystkich Państwa

Rodakvision,

Szanowny Panie Mirosławie,

Najmocniej przepraszam, że przeoczyłem Pański komentarz i dopiero dziś udzielam odpowiedzi.
Temat, który Pan poruszył – istnienia rozbieżność między naszym potencjałem, a naszymi oczekiwaniami, między pracą nad odbudową świadomości, a nadzieją na szybki efekt, jest bodaj najtrudniejszy w kontekście długiego marszu.
Bo też trudno jest zrozumieć „sens pracy dla Polski bez bieżącej gorączki, tego delirium wywoływanego brakiem efektu natychmiastowego, dostrzeganego teraz, a najdalej w widocznej perspektywie”, w czasach, które propagują „szybki i łatwy” styl życia, każą podziwiać zewnętrzny blichtr i zachłystywać się wciąż nowymi „sensacjami”.
Ta sztucznie wytworzona „gorączka”, nie tylko nie sprzyja głębszej refleksji nad naszą kondycją i biegiem spraw, ale wręcz wymusza skupienie uwagi na rzeczach miałkich, doraźnych i „błyskotliwych”.
Szybki efekt i natychmiastowa korzyść – wyznaczają granice naszych dążeń i ambicji. Również w sprawach polskich. Ilekroć słyszę – to co pan radzi, tu i teraz, na jaką partię głosować, kogo popierać – wiem, że mam do czynienia z ofiarami tego szalbierstwa.
Narzucenie nam takiej perspektywy, musi prowadzić do wytworzenia fałszywej wizji spraw polskich, do powstawania błędnych ocen i sądów. Skupienie uwagi na rzeczach bieżących, wiara w natychmiastowy efekt i pokładanie nadziei w politycznych iluzjonistach, jest tyleż łatwe, jak zgubne dla naszych narodowych interesów.
Przykładem, może najbardziej spektakularnym, jest sposób „produkowania” współczesnych autorytetów, wyznaczania pozycji społecznych i norm politycznych.
Nie chodzi tu tylko o jednodniowe „gwiazdki” i medialnych „ekspertów”, którzy mogą pleść, co im ślina na język przyniesie, bo i tak następnego dnia nikt nie pamięta ich wywodów, ale o sztuczne budowanie formatu takich postaci, jak A. Duda – o którym to „mężu stanu”, jeszcze w roku 2014 Polacy w ogóle nie słyszeli. W takim „procesie produkcyjnym”, pytania o życiowe dokonania postaci publicznych, o ich rzeczywistą wiedzę, poglądy i drogę życiową, nie mają prawa zaistnieć.

To prymitywne spłycenie perspektywy zawdzięczamy głównie praktykowaniu „kultury medialnej” - czyli podążaniu za tym, co wytworzyły owe media i kształtowaniu (rzekomo) własnych poglądów na podstawie tego, co pokazali i powiedzieli medialni demiurdzy.
Dlatego pierwszym i nieodzownym warunkiem pokonania pokusy „szybkich efektów” i miraży tzw. „bieżączki” jest odrzucenie tego, co proponują nam ośrodki medialne. Bez wyjątku.
Zapewniam, że do znajomości spraw polskich i prawidłowej ich oceny, nie jest potrzebne oglądanie tv ani czytanie wytworów propagandystów. Choć nigdy nie obejrzałem żadnych „wiadomości” itp. „dzienników” i nie śledziłem programów z „gadającymi głowami”, nie uważam, bym poniósł stratę z tego powodu lub mniej rozumiał mechanizmy życia publicznego III RP.
Dlaczego jest to ważne? Bo odrzucenie tego przekazu – prędzej czy później – musi prowadzić do wytworzenia własnej refleksji i podjęcia trudu samodzielnej oceny rzeczywistości.
Póki cedujemy to na innych i podążamy za wytworem medialnych demiurgów, będziemy tylko odtwórcami cudzych myśli, „pudłami rezonansowymi”, które doskonale wiedzą - co na dany temat należy myśleć, ale nie wiedzą - jak myśleć samodzielnie.
Póki nasza uwaga skupiona jest wyłącznie na sprawach bieżących i podąża za jednodniowymi „sensacjami”, póki pozwalamy się wtłoczyć w format wątłych umysłów i grę interesów luminarzy „wolnych mediów”, zerwanie z tak płytką perspektywą wydaje się niemożliwe.
Stąd też bierze się pokusa, by tu i teraz uczestniczyć w widowisku, tu i teraz oglądać spektakularne efekty i doświadczać wymiernych korzyści. Podążanie za takimi przewodnikami, sprowadza sprawy polskie do wymiaru miałkich, werbalnych deklaracji, do uczestnictwa w drobnych potyczkach i osiąganiu takiż „zwycięstw”.

Ma nas radować „wielkie zwycięstwo” z powodu przesunięcie pomnika katyńskiego o 60 metrów, mamy cieszyć się z umiarkowanej wypowiedzi jakiegoś Żyda i klaskać słysząc bełkot idioty-polityka. Powinniśmy radować się, że UE nie zabrała naszych pieniędzy i ogłaszać „sukces”, jeśli nie pozbawią nas resztek suwerenności. „Zwycięstwem” jest to, że upada jakaś pokraczna partyjka tzw. „opozycji”, a nawet to, że „tylko” kilka tysięcy apatrydów bierze udział w antypolskich wiecach.
To jest miara ambicji i dążeń, jakie proponują nam medialni demiurdzy i ich polityczni patroni. Miara perspektywy, z jakiej ludzie słabi i głupi patrzą na sprawy polskie i w jakiej je oceniają.
Przyjęcie takiej miary musi być zabójcze dla naszych interesów narodowych, ale też dla naszych umysłów i aspiracji. Dlatego proszę i zachęcam, by taką miarę odrzucać i nią pogardzać.

Dziękuję Panu za komentarz i serdecznie pozdrawiam

***

Panie Aleksandrze, genialny strateg też proponuje długi marsz, który ma trwać trzy kadencje. Pański długi marsz jest lepszy bo dłuższy?

adam,

Jeśli tylko taką różnicę Pan dostrzegł, cóż mogę odpowiedzieć? Dziesiątki tekstów zamieszczonych na blogu i tyleż odpowiedzi na komentarze,aż nadto wyjaśniają tę kwestię i zadają kłam podobnym porównaniom.
Wybaczy Pan, ale na potrzeby takiego dictum, nie mam ochoty wracać do rzeczy oczywistych.
Proszę samemu rozstrzygnąć swoje pytanie.

... lepszy, bo kierunek jest ... właściwy.

***

Od kilku lat czytam Pana teksty, nigdy nie komentowałem, ale dzisiaj sobie pozwolę i napiszę komentarz. Będzie trochę długi, ale moja frustracja, żeby nie powiedzieć wkurzenie na to co się wyprawia z Polską od długiego czasu powoli sięga zenitu.
Jak napisałem komentarz jest długi i nie wchodzi w całości to podzieliłem go na części.

Część I.
Niestety jakieś 90%, a może nawet więcej Polaków, na czele z "żoliborskim geniuszem" i jego akolitami, nie zrozumiało, nie rozumie i nie będzie już chyba w stanie zrozumieć, że nie da się ani zbudować ani odbudować domu na fundamentach które są zgniłe, zbutwiałe i, przepraszam za to słowo, skurwiałe ... A takie są - zgniłe, zbutwiałe i skurwiałe fundamenty tego wstecznie zmutowanego zombi, spłodzonego w Magdalence pod okrągłym stołem przez bandyckie towarzycho spod znaku sierpa i młota, zblatowanego z różnym Kuroniami, Michnikami czy Geremkami, tej całej czeredki której certyfikaty "opozycyjnej koszerności" wystawili komunistyczni zbrodniarze Jaruzelski i Kiszczak.
Taki twór, obojętnie dom czy państwo, zawsze będzie czymś, co w każdej chwili grozi katastrofą, zawaleniem. I żadne klajstrowanie, pudrowanie, szpachlowanie nie pomoże. A właśnie czymś takim zajmuje się obecny układ rządzący Polską, o jego poprzednikach też nie zapominajmy. Ten obecnie rządzący Układ, który ja na swój prywatny użytek nazywam rządem PiSUW-u. jest chyba jeszcze gorszy od poprzedników. Ukrywa się pod płaszczykiem patriotycznych frazesów, haseł w rodzaju "dobra zmiana" czym jest w rzeczywistości.
Jeśli chodzi o mnie, jestem pesymistą - Polska w tej zdeformowanej i gnijącej od zarania powstania czeciej erp zmierza do katastrofy. I raczej moim zdaniem decydujące będą czynniki zewnętrzne. I mam tu na myśli przede wszystkim coś, co chyba umyka uwadze większości Polaków. Tym czymś jest to, co ja nazywam grzechem śmiertelnym jaki popełnił Lech Kaczyński wobec Polski, podpisując w 2007 roku Traktat Lizboński. Podpisując ten traktat Lech Kaczyński najzwyczajniej w świecie pozbawił Polskę suwerenności, scedował suwerenności Polski na rzecz ponadpaństwowego tworu powołanego do życia tym traktem o kryptonimie operacyjnym Unia Europejska. To po pierwsze.
Po drugie. Nie tak dawno, bo 27 marca 2017 roku, Beta Szydło w imieniu polskiego rządu podpisała tzw. Deklarację rzymską, z czego, jak pamiętam, cieszyła się i ona i poszczególni jej ministrowie, przedstawiając to jako sukces …
Ten dokument jest kolejnym krokiem, kto wie czy nie jednym z ważniejszych biorąc pod uwagę do czego się już wprost odwołuje, na drodze do przekształcenia, domknięcia projektu nazywanego obecnie Unią Europejską, w coś z czego chyba mało kto sobie zdaje sprawę.
Jeśli uda się „elitom” rozdającym karty w Unii Europejskiej, a precyzując, tym co w języku angielskim określa się jako „deep state”, domknąć ten projekt, przekształcić według głęboko skrywanych przed opinią publiczną koncepcji, to dobrzy było by zdawać sobie sprawę w jakim kierunku zmierza to coś, co nosi obecnie nazwę Unia Europejska i jaka ideologia temu przyświeca.
Jeśli ten zamysł się powiedzie to Unia Europejska zostanie przekształcona w komunistyczny twór, super-państwo z typowym dla komunistycznego systemem ekonomicznym i takimż aparatem represji. A nasze dzieci i wnuki będą żyły w komunistycznym kołchozie rządzonym terrorem.

W zdecydowanej większości polskie społeczeństwo nawet o tym nie wie! Ba, i nie będzie tego wiedziało czym już teraz śmierdzi to co nosi nazwę Unia Europejska w jej obecnym, a przede wszystkim w jej przyszłym, projektowanym ostatecznym kształcie. Z prostego powodu - bo nie jest o tym informowane, lub co gorsza, jest to przed nim rozmyślnie ukrywane!
Może być jeszcze gorzej, nawet o tym nie wiedzą i nie będą wiedziały jego polityczne elity!
...

Część II.

Deklaracja Rzymska podpisana przez Polskę jest dokumentem całkowicie wypranym z jakiejkolwiek treści, którą dałoby się przełożyć na jakąkolwiek praktykę, społeczną, polityczną czy jakąś inną. Podpisanie tej deklaracji ma znaczenie tylko i wyłącznie w kontekstcie tzw. Białej Księgi. I tego co jest konkretnie tam zapisane.
Krótko. Wreszcie bez najmniejszej wątpliwości tzw. Biała Księga wskazuje ideologiczną podstawę tego tworu politycznego, który się obecnie nazywa Unia Europejska i czym ma się Unia Europejska stać w przyszłości.
Jedynym dokumentem cytowanym w Deklaracji Rzymskiej jest dokument nazywany Manifestem z Ventotene (napisany w 1941 roku) przez Altiero Spinellegio i Ernesto Rossiego.
Jest to w zasadzie tylko krótka wzmianka. Ale jakże znamienna. Cytat „Od wielu pokoleń Europa zawsze była przyszłością. Zaczęło się od wizji Altiero Spinelliego i Ernesto Rossiego, więźniów politycznych zamkniętych przez faszystowski reżim na wyspie Ventotene w czasie II wojny światowej. Ich manifest wolnej i zjednoczonej Europy przedstawił obraz miejsca, w którym sprzymierzeńcy i przeciwnicy spotkali się po to, aby stare absurdy Europy nigdy nie powróciły.”
Piękne prawda?
Dziwny trafem nie przywoływane są takie nazwiska jak Robert Schuman; Jean Monnet; Konrad Adenauer; Alcide De Gasperi. Nie ma ich. Zniknęli. Jak u Orwell’a – historia do wymiany - na bohaterów i wersję aktualnie obowiązującą.

Interesujące jest to, że nie ma tam ani słowa o tym że Altiero Spinelli i Ernesto Rossi byli komunistami. Altiero Spinelli był komunistą, i to komunistą wyrzuconym z Włoskiej Partii Komunistycznej jeszcze przed II Wojną Światową za tak zwany trockizm. Tak dla wyjaśnienia - trockizm był taką „hardkorową” mutacją komunizmu, który nie zaczynał walki z oponentami czy przeciwnikami od walenia ich pałką, jak robili to tak zwani komuniści marksiści, tylko zaczynał i kończył na strzale w potylicę.

Żeby uzmysłowić, co tak naprawdę jest „ideologicznym drogowskazem” Unii Europejskiej w jej obecnym „wydaniu” i jej przyszłością według obecnych rządzących nią politycznych elit, tych rzucających się w oczy i tych nie widocznych, poniżej w kilku punktach co zawierają niektóre „mądrości” zapisane w Manifeście z Ventotene, plus wyjaśnienia „Tłumaczenie na język polski”:

1. O bezwarunkowym warunku postępu:
„Pierwszym zadaniem, bez rozwiązania którego wszelki postęp będzie tylko złudzeniem, jest ostateczne zlikwidowanie granic dzielących Europę na suwerenne państwa.”
Tłumaczenie na język polski:
Istnienie suwerennych państw jest sprzeczne z ideą "postępu". Ich likwidacja nie jest celem, a jedynie warunkiem wprowadzania postępu. Żeby postęp był trwały, państwa suwerenne muszą być zlikwidowane "ostatecznie". Czyli w taki sposób, żeby nigdy nie mogły się odrodzić. Ponieważ podstawą suwerennych państw są wspólnoty narodowe, ostateczną likwidację suwerennych państw umożliwi tylko likwidacja wspólnot narodowych.

2. O nadrzędności internacjonalistycznej idei jedności:
„Adekwatność i realizacja każdego pojedynczego punktu programowego musi być badana pod względem jego zgodności z bezdyskusyjnym warunkiem europejskiej jedności.”
Tłumaczenie na język polski:
Jedność europejska, czyli likwidacja suwerennych państw jest "bezdyskusyjna". Tak więc jakiekolwiek działania, które mogłyby zahamować lub uniemożliwić proces integracji są niedopuszczalne. Jednym kryterium oceny działań jest ich przydatność dla likwidacji suwerennych państw, a nie przydatność dla realizacji jakichkolwiek innych celów, gdyby uniemożliwiały one europejską jedność.
...

Część III.

3. O stosunku do prawa i dogmatów:
„Własność prywatna musi być – w zależności od sytuacji – zniesiona, ograniczona, skorygowana albo rozszerzona i to nie według jakiś dogmatycznych zasad.”
Tłumaczenie na język polski:
Prawo własności nie może wynikać z jakiejś dogmatycznych zasady czyli z przepisów bezwzględnie obowiązującego prawa, albo dogmatycznych "praw człowieka", ale będzie dowolnie znoszone (wywłaszczanie), ograniczane (dzierżawa terminowa), korygowane (państwowa redystrybucja - zabrać tym, którzy mają i dać tym, którzy chcą mieć), albo rozszerzane (nadanie) według zasad ustalanych w zależności od sytuacji przez super-władzę super-państwa.

4. O źródłach historycznej słuszności i prawie do terroru:
„Nasz ruch czerpie pewność co do celów i kierunków działania nie z rozpoznania jakiejś nie istniejącej jeszcze woli ludu, ale ze świadomości reprezentowania najgłębszych potrzeb nowoczesnego społeczeństwa. Dzięki niej nasz ruch wyznacza linie kierunkowe nowego porządku, narzucając jeszcze nieuformowanym masom pierwszą społeczną dyscyplinę.”
Tłumaczenie na język polski:
Ciemny, nieuformowany, reakcyjny bo nienowoczesny europejski motłoch, czyli wszyscy eurosceptycy bez względy na narodowość, rasę, światopogląd, wyznanie i posiadaną wiedzę oraz stopnie naukowe, nie jest w stanie ani zrozumieć, ani wyrazić potrzeb nowoczesnego społeczeństwa. Potrzeby te rozumie i reprezentuje kadrowa partia zawodowych rewolucjonistów – czytaj „elita”. Dlatego partia – czytaj „elita”, czerpiąc pewność co do celów i kierunków działania w poczucia swej historycznej misji, ma prawo do narzucenia temu ciemnemu motłochowi społecznej dyscypliny, stosując rewolucyjną dyktaturę, czyli mówiąc wprost - terror.

5. O polityce kadrowej partii:
„Ze stale rosnącej grupy sympatyków partia powinna wciągać tylko tych, którzy europejską rewolucję uczynili głównym celem swojego życia, którzy z dnia na dzień świadomie wypełniają swoje zadanie i dbają o interes ruchu, /…/ i tworzą stabilną sieć wspierającą płynną sferę ruchu sympatyków.”
Tłumaczenie na język polski:
Kadrę partii typu leninowskiego tworzą rewolucjoniści zawodowi – czytaj „elity”, dla których europejska rewolucja socjalistyczna stanowi najwyższy cel życiowy i którzy dla realizacji tej idei gotowi są podjąć każde działania, również te sprzeczne z prawem. Wszystko dla dobra ”rewolucji” i „postępu”.

6. O charakterze i celach rewolucji:
„Europejska rewolucja musi być socjalistyczna, żeby mogła sprostać naszym potrzebom; musi opowiedzieć się za emancypacją klasy robotniczej i stworzeniem ludzkich warunków życia.”
Tłumaczenie na język polski:
Europejska rewolucja ma sprostać potrzebom "naszym", czyli potrzebom zwolenników rewolucji, a zwłaszcza partyjnych kadr zawodowych rewolucjonistów – czytaj „elit”. Musi być socjalistyczna, i jej skutkiem musi być państwo socjalistyczne realizujące socjalistyczną gospodarkę planową.
...

Część IV.

7. I chyba najważniejszy fragment:
„Chodzi o stworzenie państwa federalnego, które stoi na własnych nogach i dysponuje europejską armią zamiast armii narodowych. Trzeba ostatecznie skończyć z gospodarczą samowystarczalnością która stanowi kręgosłup totalitarnych reżimów. Potrzeba wystarczającej ilości organów i środków, żeby w poszczególnych państwach związkowych wprowadzić zarządzenia wydane w celu utrzymania porządku ogólnego”.
Tłumaczenie na język polski:
Oczywistym jest, że europejskie państwo socjalistyczne zrzeszające republiki/landy (państw związkowych) likwidując wolny rynek i motywację do pracy, stworzy warunki do korupcji i nepotyzmu, musi popaść w ekonomiczną nędzę i doprowadzić do wybuchu niepokojów społecznych. Dlatego musi ono dysponować sprawnym aparatem terroru umożliwiającym zmuszanie republik/landów (państw związkowych) i ich ludności do posłuszeństwa – „utrzymania porządku ogólnego”. Ponieważ władza państwa socjalistycznego nie może liczyć na lojalność armii republik/landów (państw związkowych) ani ich dowództw, armie te muszą być zlikwidowane i zastąpione jedną, lojalną wobec władzy centralnej armią europejską. Konieczna jest również likwidacja samowystarczalnych gospodarek republik/landów( państw związkowych), ponieważ nawet w przypadku, gdyby pozbawione narodowych armii społeczeństwa tych państw próbowały stawiać opór brukowcami, sztachetami, kosami, a nawet gołymi rękami, zawsze można wziąć je głodem i chłodem, wstrzymując dostawy zaopatrzenia, odcinając dopływ energii elektrycznej lub zakręcając przysłowiowy kurek z gazem.

I taki niby drobiazg, ale jakże znamienny. Jaki napis widnieje nad głównym wejściem do centralnego gmachu kompleksu budynków parlamentu europejskiego w Brukseli? Jak by inaczej, jest tam umieszczony napis … Altiero Spinneli.

Zdrowia i pogody ducha życzę …

I żeby nie było wątpliwości, to już się dzieje:
Odnośnie likwidacji polskiej armii, proszę bardzo …

- W Brukseli 23 kraje podpisały list intencyjny tworzący PESCO, stałą strukturę obronną w UE.
W imieniu Polski dokument podpisali (wtedy jeszcze ministrowie) obrony Antoni Macierewicz i spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.

Interesujące było by poznać odpowiedź obu panów na pytanie: czy znany jest im dokument o nazwie Manifest z Ventotene i o czym ten dokument mówi …
Potworem nie będę, i nie zapytam czy wiedzą o tym, że Manifest z Ventotene stanowi podstawę ideologiczną obecnej i przyszłej Unii Europejskiej.

Odnośnie likwidacji polskiej samowystarczalności gospodarczej:

7 listopada 2017 roku światowej konferencji klimatycznej w Niemczech – na Kampusie ONZ w Bonn nad Renem – dziewiętnaście państw na czele z Francją, Italią, Wielką Brytanią, Kanadą i Meksykiem utworzyło Sojusz Energii po Węglu. Celem sojuszu jest likwidacja energetyki węglowej, uznanej za wielkie zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi oraz dla klimatu i przyrody.

Tak dla porządku. Następna globalna konferencja klimatyczna ONZ w 2018 roku odbędzie się w Polsce – w Katowicach, stolicy polskiego węgla kamiennego. Ciekawe, ciekawe … jak bardzo polski rząd będzie … spolegliwy … i spragniony „sukcesu” tej globalnej konferencji klimatycznej ONZ.
A co najciekawsze, Niemcy nie przystąpiły do tego sojuszu.
Bo że Stany Zjednoczone, Chiny, Indie, Rosja, Australia nie przystąpiły, to rzecz oczywista.

Na to wszystko to już nawet nie nóż w kieszeni się otwiera, tylko ręka odruchowo szuka jakiegoś kałacha albo M15 ...

Tomajan,

Dziękuję za zadanie sobie trudu cytowania tych tekstów - choć są one dalekie od tematyki mojej publikacji.
Nie muszę chyba dodawać, że podzielam negatywną ocenę tworu zwanego Unią Europejską i dostrzegam w niej kolejną kreację komunistycznego szaleństwa. Nie jest to trudna konkluzja, gdy dostrzega sie interesy i fascynacje eurołajdaków.
Rzecz nie dotyczy więc opisu zagrożeń, lecz uwzględnienia ich właściwej hierarchii oraz metody walki.
Hierarchii, ponieważ nasza obecność w UE jest zaledwie skutkiem, konsekwencją zniewolenia sowieckiego, metod walki zaś, bo upatrywanie „diabła” w Brukseli, przy jednoczesnej akceptacji „szatana” w III RP, przypomina optykę ślepca.
Napisałem niedawno: „Nie można wygrać wojny z wrogiem zewnętrznym, jeśli we własnym kraju zezwala się na bezkarność targowiczan,aprobuje donosicielstwo i zdradę,hołubi wrogie ośrodki propagandy.
Nie można obronić Polaków przed kombinacją obcych służb i szajką fałszerzy, jeśli rządzą nami wyznawcy zgubnej „strategii dialogu i kompromisu”, zaś politykę III RP kształtują mitolodzy „georealizmu”.

Każdy rząd III RP – w większym lub mniejszym stopniu, będzie powielał błędy przeszłości i realizował tzw. proces integracji w ramach UE.
W praktyce, proces ten został sprowadzony do narzucenia nam dyktatu ekonomiczno-politycznego, ze szczególnym uwzględnieniem interesów niemieckich i ta diagnoza wydaje się podstawowa dla oceny zjawiska. Jakaś pseudo-ideologia i różne lewackie szaleństwa, służą jedynie usprawiedliwieniu żądzy posiadania i podboju i pełnią taką samą rolę, jak „doktryna marksistowska” w w rękach komunistycznej bandy.
Są narzędziem do realizacji celu.
Proces „integracji” przeprowadzono według wzorców ładu jałtańskiego - nie przecinając wpływów sowieckich, lecz zabierając Polakom te dobra, które pozostały jeszcze po półwieczu okupacji. Osłabiona, zdezintegrowana i zdegenerowana Polska – ma stanowić tym łatwiejszy łup.
Jest oczywiste, że nasza obecność w strukturach UE nie daje żadnych gwarancji bezpieczeństwa i nie ma wpływu na nasz status.
Ten bowiem, nie jest zależny od papierowych umów i werbalnych deklaracji, lecz od stopnia samowystarczalności, polityki zagranicznej i siły militarnej państwa.
Wierzyć, że z państwami Unii Europejskiej, w której Niemcy odgrywają rolę decydenta, zaś Rosja jest postrzegana jako partner, można budować realne warunki bezpieczeństwa, może tylko idiota.
Lub agentura, bo projekt tworzenia „armii europejskiej” szczególnie mocno forsowano w czasach reżimu PO-PSL.
To z kolei, prowadzi do zanegowania całej mitologii „georealistów”, którzy na tworzeniu papierowych sojuszy i „przyjacielskich relacjach” z sąsiadami, chcą oprzeć sukcesję komuny.
Długo możemy dywagować o „zagrożeniach brukselskich” - jednak zawsze i w kazdym wymiarze, będą one konsekwecją esbeckiej "transformacji ustrojowej" oraz utworzenia sukcesji komunistycznej. Warunki, na jakich przyjęto nas do UE i jak nas później traktowano, zostały zdeterminowane spuścizną - systemową i personalną.
Stąd wniosek, że póki nie obalimy III RP i nie odbierzemy władzy mitologom integracji, nie mamy szans uwolnić się od takich ograniczeń.

***

Witam.Może jestem przeczulony ale wydaje mi się,że od pewnego czasu termin 3RP,jest systematycznie rugowany z politycznego języka.Natomiast określenia "wielka Polska","silna Polska","Polska naszych(czyich?)marzeń,najjaśniejsza Rzeczpospolita,majestat Rzeczpospolitej etc,etc,są z lubością używane zwłaszcza przez prezydenta i premiera.No tak,na 3RP w wydaniu Dudy,Morawieckiego,Czaputowicza,nikt się już nie nabierze,ale na NAJJAŚNIEJSZĄ?.Pozdrawiam.

Nemo,

Jeśli tak się dzieje, jest w tym zamysł oszukania Polaków.
Jak sama nazwa „III RP” jest historycznym oszustwem (bo numerycznie nawiązuje do II Rzeczpospolitej, z którą nie ma nic wspólnego), tak każdy przymiotnik przydawany do tej nazwy, musi być fałszywy.
Słusznie Pan zauważa, że nasi rodacy mogą ulegać takiej mistyfikacji – tak jak ulegają całej pseudo-patriotycznej otoczce, jaką ta władza osłania swoje szalbiercze intencje.
Imprezy, uroczystości, łopot flag i bogoojczyźniane dyrdymały polityków – wystarczą dla zaspokojenia potrzeb wielu naszych rodaków, dla rozbudzenia emocji i wykreowania atmosfery emocjonalnego patriotyzmu.
W takiej atmosferze, nikt nie będzie zadawał pytań o rzeczywiste decyzje polityczne,o realne zmiany dokonywane przez tą ekipę.

Pozdrawiam

***

Witam,
„Przerobic dzielo Boze, przetopic dusze, zmusic istote ludzka do zmiany jestestwa, osobistosci, plci, oto – pisal przed laty Juljan Klaczko, a pózniej cytujac go Marian Zdziechowski – idea rosyjska, oto system rosyjski w Polsce” – System ten nie przetopil duszy polskiej, ani zmienil jej jestestwa, wpuscil w nia jednak zarazek deprawacji.
Pisze z emigracji, ze Szwecji. Jestem typowym reprezentantem pokolenia, które uleglo indoktrynacji i zaklamaniu, ofiara przemarszu wojsk radzieckich i niestety ofiara „ nowej swiadomosci”. Przyznaje, ze odkrycie prawdy bylo dla mnie szokiem. Panie Aleksandrze, panskie mysli przewodnie w „Antykomunizm -bron utracona” i „Nudis Verbis” bylo zbawiennym antidotum dla mojej nieswiadomej i przesiaknietej klamstwem duszy.
Zmiany w mojej orientacji politycznej (jestem bezpartyjna) i wybór wlasciwej postawy moralnej nastapily dosyc pózno z róznych powodów. Wyjechalam z Polski zostawiajac za soba hanbe okraglego stolu. Po przybyciu do obcego kraju musialam walczyc o moja tozsamosc, moje polskie dzieci, a przede wszystkim o przetrwanie. Uczyc sie od A do Z. Zdobywac nowa tozsamosc, która byla moja wlasna, jednakze jaka mi obca. Paradoksem jest, ze z PRL-u uciekalo sie ze strachu przed poczuciem utraty wlasnej tozsamosci, a poza granica kraju, po miodowym miesiacu, tracilo sie poczucie wlasnego „ja”. Jednak „sny moje nie zostaly upokorzone”, bo sfery mysli i snów nie mozna zniewolic. Tak, naleze do grupy wyszydzanych emigrantów, ale wróce do mojej ojczyzny i nie bede ruskich trolli za to przepraszac.
Cyt:, HERBERT
„Postanowilem wrócic jutro lub pojutrze
Nie moge zyc wsród winnic wszystko tu nie moje
Drzewa sa bez korzeni domy be fundamentów deszcz szklany
Kwiaty pachna woskiem
O puste niebo kolacze suchy oblok
Wiec wróce jutro pojutrze w kazdym razie wróce”.

Komunizm nas zniszczyl, zniszczyl mentalnosc naszego narodu, jeszcze wielu odczuwa nostalgie za tym totalitarnym ustrojem. Obecnie mentalnosc szerokich mas spoleczenstwa skupia sie na konsumpcjonizmie i cieplej wodzie w kranie, widze to jak jestem w Polsce. Jednak wierze, ze istnieje wielu Polaków,którzy odczuwaja dzis potrzebe powrotu Polski dumnej i opartej na naszej rycerskiej, szlacheckiej i obywatelskiej tradycji. Wielu Polaków na emigracji planuje powót „na kamienne lono ojczyzny”, do Polski, która przed podmiana elit po Katyniu byla prawdziwie panska. Niech sie homo-sowieticus i „elycie” IIIRP nie wydaje, ze wszystko juz po tamtej Polsce „posprzatali”. Polacy pamietaja i wiedza, bo ucza sie historii na nowo, a to wlasnie historia jest pamiecia narodu.
Trzeba przypominac czerwonej zarazie i czerwonej zarazy pomiotom, z jaka zelazna konsekwencja niszczyli polskie elity, poprzez rozbiory, wojny, Katyn, Smolensk az PO dzien dzisiejszy. Po II WS Stalin artykuowal wprost swój zamiar: „Polska wyrasta z kultury staroszlacheckiej i dlatego trzeba ja zmienic”. To co sie stalo po wojnie, bylo jedna z najwiekszych krzywd spolecznych, jakie moglo spokac polskie spoleczenstwo. Czerwona zaraza chciala nas unicestwic, ale nie jest tak latwo ujarzmic Naród Polski!
Mysle, ze Polsce jest potrzebne srodowisko spoleczne, które by postawilo sobie za cel nie tylko "dorobienie sie", ale majace poczucie misji kulturowej, patriotycznej i cywilizacyjnej, na wzór dawnej polskiej elity. Odklamujmy i pielegnujmy historie, tak zeby kolejne pokolenia nie padaly ofiara mitów i stereotypów, nad którymi usilnie pracowali peerlowscy historycy, niektórzy pisarze, rezyserzy i artysci filmowi.
„Czlowiek wyprostowany umiera jak heros”. Zycie nie jest wartoscia najwyzsza, ani absolutna. Istnieja ludzie, na razie mniej dzis liczni, którzy wola smierc niz utrate czlowieczenstwa. Tym, którzy swiadomie i dobrowolnie oddaja swe zycie, bo uznaja, ze zycie innych ma dla nich wartosc wyzsza niz wlasne, stawia sie pomniki, a niektórych wynosi sie na oltarze. Wlasnie dla tych szlachetnych ludzi wartosc zycia wyznaczona jest granica czlowieczenstwa. Takich ludzi potrzebuje Polska, zdolnych do poswiecen i ofiar oraz swiadomych, ze prawdziwa wolnosc kosztuje.
Pozdrawiam

Barbara Hansson,

Bardzo Pani dziękuję za to osobiste świadectwo i refleksje nad tematem „nowej świadomości”.
Wiele lat temu pisałem, że Jakub Berman, jeden z największych zbrodniarzy – agentów sowieckich, instalujących w Polsce reżim komunistyczny, nie bez racji wierzył, że „suma konsekwentnie i umiejętnie prowadzonych działań stworzy nową świadomość”.
Skutki tej komunistycznej operacji, rozpisanej na dziesięciolecia, odczuwamy do dziś i – nie mam wątpliwości – będziemy odczuwali przez kolejne lata.
Wszystko, co w nas zniewolone i bliskie niewolniczej mentalności, jest pokłosiem półwiecza okupacji sowieckiej i trzech dekad indoktrynacji III RP.
Istota tego kłamstwa polegała bowiem na uznaniu powojennego tworu za państwo polskie, na legalizacji jałtańskiego bękarta przez tzw.demokracje Zachodu i zmuszeniu nas do uznania okupacji sowieckiej za stan naturalny.
Zaszczepiona nam "nowa świadomość" sprawiła, że kolejne pokolenia Polaków wzrastały w przekonaniu, jakoby PRL była państwem polskim - wprawdzie ułomnym, o ograniczonej suwerenności i prawach obywatelskich, jednak gwarantującym ciągłość państwowości i racji stanu.
To przeświadczenie opierało się na akceptacji powojennego porządku oraz wierze, że jest on efektem nieuniknionych „uwarunkowań geopolitycznych” i nie może zostać zmieniony bez narażenia na całkowitą utratę substancji narodowej.
W ten sposób „nowa świadomość” oswoiła nas z obcym tworem komunizmu i przyczyniała się do upowszechnienia myśli, iż jest on częścią naszej tożsamości, czymś związanym z polskością i polską tradycją. By wykreować taką wizję i dogłębnie zainfekować polskość, należało zabić nie tylko autentyczną elitę, ale uśmiercić mechanizm obronny – antykomunizm, wyniesiony z tradycji niepodległej II Rzeczpospolitej. Pozwalał on bowiem traktować komunizm, jako twór obcy i wrogi, zaś w wyznawcach zbrodniczej dialektyki dostrzegać ludzi wyzutych z polskości.
Dokonując przymusowej integracji polskości i komunizmu, przeprowadzono więc zabieg zabójczy dla narodu i zaszczepiono Obcych w struktury polskiego społeczeństwa.
By dokończyć dzieła, zmuszono nas do stworzenia sztucznej wspólnoty i nazwania III RP - państwem polskim.

W Pani słowach - „Niech się homo-sovieticus i „elycie” IIIRP nie wydaje, ze wszystko już po tamtej Polsce „posprzątali”. Polacy pamiętają i wiedza, bo uczą sie historii na nowo, a to właśnie historia jest pamięcią narodu” - jest wielki ładunek nadziei, ale też zawiera się pytanie – ilu nas przetrwało?
Ilu jest wolnych od jarzma „nowej świadomości”, zaszczepianej Polakom przez dziesięciolecia?
W tym pytaniu, zawiera się natomiast konkluzja dotyczącą długiego marszu – projektu, idei, jaką od wielu lat próbuję tu przedstawiać.
Napisała Pani - Myślę, ze Polsce jest potrzebne środowisko społeczne, które by postawiło sobie za cel nie tylko "dorobienie się", ale mające poczucie misji kulturowej, patriotycznej i cywilizacyjnej, na wzór dawnej polskiej elity”.
Dodałbym, że takie środowisko jest nie tylko potrzebne, ale wręcz konieczne dla odbudowy tożsamości narodowej. Jeśli nie zaistnieje, jeśli go zabraknie – dziś i teraz - nie przetrwamy jako naród.
Przyjmuję za pewnik, że taka reprezentacja nie może powstać na fundamencie III RP. Nikt, kto utrwalał mitologię sukcesji komunistycznej, kto uczestniczył w systemie politycznym tego państwa lub brał udział w mamieniu nas „mechanizmem demokracji” - nie może podjąć takiej misji cywilizacyjnej. I nie dlatego, że uważa tak anonimowy bloger, ale z tej przyczyny, że infekcja „nowej świadomości” jest rodzajem tej dżumy, o jakiej pisał Camus. Prowadzi do zapomnienia – kim byliśmy i kim być możemy, do rezygnacji z naszej dumy narodowej – na rzecz politycznych kompromisów i partyjnej „pragmatyki”.

„Wszystko, co człowiek może wygrać w grze dżumy i życia, to wiedza i pamięć” – mówi jeden z bohaterów „Dżumy”.
Te zaś -wiedza i pamięć – nie biorą się z oficjalnej „historiozofii” III RP, nie wynikają z uprawiania szalbierczej mitologii demokracji. Trzeba przedrzeć się przez ich zasłony, by zobaczyć to państwo takim, jakim stworzyli go magdalenkowi szalbierze. Bez „światłocieni”.
Taką wiedzę i pamięć, nie da się odbudować przy udziale postaci politycznych III RP – ludzi głęboko załganych i zagubionych, którzy odwoływaniem do postaw antykomunistycznych, do tradycji II Rzeczpospolitej i walki Żołnierzy Niezłomnych, chcą ukryć własną słabość, zaprzaństwo, żądzę władzy i posiadania.

„Ta myśl może się wydać śmieszna, ale jedyny sposób walki z dżumą to uczciwość.” – mówi inny z bohaterów książki Camusa. I zapewne jest to myśl śmieszna dla naszych rodaków, gdy widzimy jak żyją nieliczni uczciwi, „nieprzystosowani” do polskiej codzienności, zepchnięci na jej margines.
Ci, którzy „nie tylko dorobienie się", ale wiedzę i pamięć uważają za najwyższą wartość.
Dlatego nie jest to droga dla wszystkich i nie każdy nią podąży.
Szczególnie spodobały mi się te Pani słowa -”Tak, należę do grupy wyszydzanych emigrantów, ale wrócę do mojej ojczyzny i nie będę ruskich trolli za to przepraszać” i celnie do nich dobrany fragment wiersza Herberta.
Spodobały zaś dlatego, że w takiej postawie i takim dictum, dostrzegam szansę na przełamanie przekleństwa „nowej świadomości” i odbudowę autentycznej elity.
Jakkolwiek błędna byłaby wszelka generalizacja uważam, że środowisko Polonii (a szczególnie tej najstarszej) jest zdecydowanie mniej zainfekowane komunistyczną dżumą i wolne od mitologii pustoszącej nasze umysły.
Można wskazać szereg czynników, które o tym zdecydowały, ale za najważniejszy uważam perspektywę, z jakiej oceniane są sprawy polskie.
Walka o własną tożsamość, o której zechciała Pani napisać – wymaga (choćby podświadomego) odrzucania tego, co zagraża polskiej tradycji i godzi w zbiór wartości, które nazywamy „polską duszą”.
Nie ma tu miejsca na (praktykowane w III RP) „kompromisy”, bo każdy z nich wiedzie do pomieszania dobra i zła i infekuje polskość obcym, a zwykle wrogim, czynnikiem.
Po to, by zachować tożsamość trzeba, nie tylko dostrzegać te zagrożenia, ale chcieć i umieć się przed nimi bronić. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu, rozumieć dychotomię My-Oni, znać różnice, które decydują o zachowaniu związku z polskością.
Nas – żyjących w sukcesji komunistycznej III RP – pozbawia się tej umiejętności. Dekady „oswajania” z komunizmem, a dziś z jego bękartami, zatarły zdolność takiego postrzegania rzeczy.
Fałszywa retoryka „jednania ponad podziałami” i budowania „wspólnoty” z Obcymi, zniszczyła w nas dumę z polskości i sprawiła, że ograniczamy się do małych, żałosnych aspiracji – w rodzaju „bycia w UE”, praktykowania „przyjacielskich relacji” i papierowych sojuszy.
Jeśli poza granicami kraju żyją Polacy posiadający ten dar – właściwy przecież dla społeczności II Rzeczpospolitej – muszą go tu przenieść. Powrót takich ludzi, a choćby ich aktywność poza granicami – jest wielką szansą dla stworzenia prawdziwej elity narodowej.
W tym również – przez analogię z powstawaniem II Rzeczpospolitej, dostrzegam drogę do wolnej Polski.

Pozdrawiam Panią

Dziekuje za odpowiedz,
Sluszna uwaga, moze w Polsce jest za malo Polaków, a napewno wiekszosc z nich jest zorientowana na posiadanie. ...A walka o polskie dusze wciaz trwa. Jednak mozna dostrzec nic nadziei, ze nawet ci, którzy ulegli indoktrynacji, wybudzaja sie i nie zgadzaja sie na pogarde dla polskich wartosci i dumy narodowej. Reaguja emocjonalnie na ryk, rechot, mowe nienawisci, histeryczne protesty „opozycji”, szyderstwo i opluwanie. Polakom potrzeba sily i wiary w zwyciestwo dobra nad zlem i czasu. Ile czasu potrzeba na wymiane elit, edukacje spoleczenstwa? Wiemy, ze zmiany w swiadomosci wymagaja edukacji i czasu. Intuicja podpowiada mi, ze lider istnieje „tu i teraz”, ale obawiam sie, ze mamy za malo czasu, bo eurolajdaki chca jak najszybciej domknac swój projekt. Musimy zatem patrzec daleko w przyszlosc.
Tak, Polacy sa dumnym, ale tez i niecierpliwym narodem. My tak dlugo czekalismy i tesknilismy za swiatem prawych, odpowiedzialnych Polaków, takich jak np, Stanislaw Kostka Starowieyski. Komunisci zrobili nam przeogromna krzywde, niszczac wszystko co polskie, i co najwazniejsze przerywajac transfer miedzypokoleniowy. Smutne to. Cywilizacyjnie najwazniejsza jest edukacja, wychowanie mlodego pokolenia, kilku pokolen. Polska potrzebuje nowych elit swiadomych odpowiedzialnosci za innych.
JPII, bez watpienia najwiekszy Polak XX stulecia, postawil swiatu przed oczy wielkosc Kosciola apostolskiego i tchnal w Polaków wiare, ze mozna przeciwstawic sie temu co uwlacza ludzkiej godnosci i poniza obyczaje zdrowego spoleczenstwa. Zagadniety o upadek komunizmu, JPII odparl tak: „Komunizm to byla tragiczna utopia, a naglosc jego upadku musi budzic trwoge”. Doprawdy! Ta antypolska narracja i histeryczne reakcje sa wyrazem strachu ONYCH przed wykluczeniem ich z polskiej wspólnoty narodowej. I NIECH SIE BOJA!
Antemurale christianitatis – przedmurze chrzescijanstwa. Polskę zaczęto określać w ten sposób w XV w. Wydaje się, że polska dyplomacja posługiwała się tym pojęciem, by dowodzić, że Rzeczypospolita Obojga Narodów, broniąc swych granic przed Tatarami i Turkami, działa na korzyść całego świata chrześcijańskiego ,(z sieci). Moze powrócmy do naszego poslannictwa dziejowego, jako antemurale christianitatis, tzn że Polska stoi na straży chrześcijańskiej Europy.
Slowa otuchy doda nam Pilsudski: „Chce dac Polsce, co mi sil i ducha starczy, aby Polska chrzescijanska, wolna i niepodlegla, przewodniczka byla ludzkosci (... ) i bedzie nia „ o ile wiernie stac bedzie przy Chrystusie i nie opusci placówki naznaczonej przez Boga”. I jak piekne zakonczyl swoja mysl Marian Zdziechowski – m. in. antykomunsta, filozof i historyk – In hoc signo vinces, (Pod tym znakiem zwyciezysz), oby te slowa staly sie haslem Polski walczacej, rycerskiej.
Pozdrawiam

***

OBLIGATORYJNE FĄFRY Z PYZAMI...

Tweet AŚ => KLIK

"Wermuje i Papawerdy" => KLIK


Koincydencja, Sir!

Kiedy dowiedziałam się o kolejnej odsłonie pałacowo - wsieciowej akcji @anty_M, też mi od razu przyszli na myśl "Szewcy" i Gnębon Puczymorda. :))

Pozdrowienia, a tweet rewelacja!

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/szewcy.html

***

Właśnie Lepsza Zmiana zaczęła wykańczać Antoniego Macierewicza. Wczoraj CBA wkroczyło do PGZ:
https://wpolityce.pl/polityka/393214-machloje-w-pgz-czyli-efekty-pracy-cba-ktore-malo-kto-chce-dostrzec

***

Wychodzi na to, że cała ta "ustawka" z wygraną PiS_u (która mnie kojarzy się z prlowskimi odwilżami) była po to, żeby społeczeństwo (polskie!) w miarę łagodnie przełknęło "zagospodarowanie" pożydowskiego mienia bez spadkowego przez żydowską międzynarodówkę.

I ja tak podejrzewam. Lecz najgorzej, że są "pelikany" łykające te nieświeże kiełbie propagandowe tzw. "dobrej zmiany" nic a nic nie tracąc ze swego dobrego mniemania o sobie.

***

Witam,
1.
Z perspektywy historii Polski, wolnosc polskiego narodu stanowi jeden z najbardziej wartosciowych elementow dziedzictwa narodowego. Wolnosc narodowa jest dla Polaków najcenniejsza i najwyzsza wartoscia, poniewaz musieli za nia walczyc i w tej walce ginac. Polacy nie kupili wolnosci za jedynie „dwa grosze i dwie krople krwi”. W podziekowaniu zdradzono nas przy obradach okraglego stolu, tym samym dajac bezgraniczny wyraz pogardy calemu spoleczenstwu. Temu spoleczenstwu, które bylo „zmeczone, zniechecone i bezsilne”, a które jednak poderwalo sie do walki, jednak zaufalo i z tesknota wypatrywalo tej upragnionej dla Ojczyzny wolnosci. W tej okraglostolowej zdradzie osiagnieto apogeum nikczemnosci i najwiekszej podlosci. Odrazajaca i plugawa to zdrada i zaiste godna potepienia! Jakby malo bylo tych nieszczesc, zdradzily nas tez kompradorskie rzady Tuska i z nim wszyscy ci, którzy kolaborowali z obcymi mocarstwami, i z tymi, którzy sprzeniewierzyli majatek narodowy i wygaszali Polske. To zrobili ludzie zobczeni, którzy nie czuli polskosci w swoich sercach lub mieli slabe wiezi z polska tozsamosci narodowa. Do nich naleza wlasnie ci, o których pan pisze: OBCY i ich kolaboranci. Ci, którzy nalezeli do innej, obcej nam wspólnoty narodowej.
Tyle pieknych istnien ludzkich zunicestwili szubrawcy i sprzedawczyki, dlatego dzisiaj, czy tez w przyszlosci, sprawca tych nieszczesc musi zostac rozliczony i poniesc daleko idace konsekwecje. Dosc juz kompromisów! Historia tez ich rozliczy, tych, którzy zdradzili i nikczemnie klamali i kolaborowali za srebrniki.
Poczucie tozsamosci narodowej moze sie zmieniac pod wplywem róznych okolicznosci i dzisiaj uwazam, naszedl odpowiedni moment dziejowy w historii Polski, aby pokazac prawde. Prawde, ze antykomunizm w Polsce jest sierota, jak to w chwili szczerosci wyznal dr Cenckiewicz.
Polacy beda zadac prawdy, bo prawda nie powinna byc tematem tabu w cywilizowanym spoleczenstwie, chociazby ze wzgledu na szacunek do tych, którzy cierpieli i poniesli ofiary w walce o niepodleglosc Polski. Ze wzgledu na tych, którym sprawy polskie leza na sercu, i na tych którzy cierpliwie oczekiwali na ujawnienie prawdy, ale sie nie doczekali, jak sp. Slawomir Bugajski i wielu innych, którzy juz odeszli. Oni „ milczac krzycza” (dum tacent clamant). Rózne sa rodzaje milczenia, jest cala jego mowa, a w niej prawda i falsz, wiec takze mozliwosc klamstwa. Nie gódzmy sie na to milczenie i na te klamstwa przez przemilczenie, bo „ kto milczy, widac sie godzi” (gui tacet, consentire videtur). Z tego powodu my tez czekamy na prawde. Nie bójmy sie prawdy! Odklamujmy historie, bo przyszle pokolenia równiez musza poznac prawde. Przede wszystkim prawda sie nalezy tym, którzy walczyli i gineli za nasza wolnosc. PO PROSTU NAM WSZYSTKIM SIE TO NALEZY. Polacy, jak malo który z narodow w Europie, stoczyli heroiczne walki o nasza Ojcowizne i nasza wolnosc, dlatego tez sa swiadomi ceny jaka trzeba bylo zaplacic za brak niepodleglosci. Czesc i chwala bohaterom za to! Bedziemy walczyc o prawde, bo PRAWDA JEST TYLKO JEDNA!

2.
Tak, latwo jest sterowac ludzmi, ktorzy maja zanizona samoocene. Polacy maja problem z narodowa i obywatelska tozsamoscia, która byla swiadomie zaklamywana i zatruwana przez wiele dziesiecioleci. Wiele grup spolecznych ma z tego powodu poczucie wykluczenia, m.in. zubozala czesc spoleczenstwa i ci wszyscy, ktorzy nie mieli/maja sily przebicia w tych trudnych czasach. Cala nasza Ojczyzna wraz z jej obywatelami przechodzila patologiczna transformacje. Szanse nie byly, niestety, równe dla kazdego, i tego nie potrzeba wyjasniac, dlaczego tak sie stalo. Wielu zaplacilo wysoka cene z powodu utraty pracy, wielu bylo zmuszonych do emigracji zarobkowej i wiele rodzin sie z tego powodu rozpadlo. Wiele osob stracilo wiare i nadzieje, ze Polska odzyska wolnosc. Sytuacji nie poprawia nienawisc totalnej opozycji, nienawisc ludzi wychowanych do nienawisci w stosunku do „polactwa” i niefajnych Polakow. Dla nich Polacy kojarza sie z zasciankowoscia, to glupi, ciemny lud, mohery i faszysci. Przykladow takich zachowan jest zbyt wiele, wiec nie trzeba ich tutaj przytaczac. Tak pieknie nasza byla premier Beata Szydlo powiedziala, ze wstajemy z kolan, a ja im uwierzylam ...
Tyle jest zla i nienawisci w Polsce, to nie jest przypadkowe. To wróg trzyma kazde serce, które chce bic po polsku. Najwyzszy czas, aby miliony polskich serc bily dla Polski. Mimowolnie przychodza tu na mysl slowa naszego wieszcza narodowego, Adama Mickiewicza: „Nieprzyjaciel rozdarl piers narodu, Wlozyl w nia palce, Cala garscia wzial za kazde polskie serce i patrzy ci w oczy, A byle dostrzegl najmniejsza mysl, Najmniejsze wzruszenie podejrzane, Scisnie dlon i zdusi zycie”. Jak widac, historia lubi sie powtarzac. Czy my Polacy, mamy akceptowac narzucone nam przez Obcych reguly gry? Czy mozemy z tym zyc i byc w zgodzie ze swoim sumieniem? Czy mozemy sie pojednac z potomkami tych, którzy przerwali nasz transfer miedzypokoleniowy? Odpowiedz jest tylko jedna: NIE!!!
Panie Aleksandrze, zacytowal pan Camusa, to dobrze, musze znowu siegnac do tej ksiazki, której nie mam, ale zakupie przez ksiegarnie internetowa, polecona przez wirtualnego przyjaciela. „Ta mysl moze wydac sie smieszna, ale jedyny sposób walki z dzuma to uczciwosc”- Tak, zgadzam sie jak najbardziej na uczciwosc, za która kryje sie prawda i prawdomównosc. Dlaczego? Dlatego, ze nie zgadzam sie na utrate wiary w szlachetnosc motywów ludzkiego postepowania oraz negacje i lekcewazenie wszelkich norm i wartosci. BO PRAWDA JEST TYLKO JEDNA. Gdy najbardziej rania wybory ludzi, trzeba bronic polszczyzny i bronic prawdy, tak jak to robil Zbigniew Herbert , ktory nie poddal sie do konca, "... idz wyprostowany wsrod tych co na kolanach, wsrod odwroconych plecami i obalonych w proch...". Wlasnie tego sobie zycze i wszystkim Polakom.

3.
Moj wielki autorytet, najwiekszy wspolczesny filozof polski, sp. prof. B. Wolniewiecz, opowiadal szeroko o istocie fundamentów cywilizacji zachodniej, niedoceniany, bo niepoprawny politycznie. W naszym chrzescijanskim normotypie cywilizacyjnym (zespol norm i watrosci wyzszych), prawda jest wartoscia naczelna, nie najwyzsza, lecz stanowi maximum. Lewoskretny Polski Trybunal Konstytucyjny obwiescil w 2006, ze „wartoscia naczelna jest godnosc czlowieka i autonomia jednostki”, co jest zdumiewajaca nowoscia. Sedzia Stepien w ten spósob sie wypowiedzial: „Mysmy w swoich orzeczeniach powiedzieli, ze najwyzsza wartoscia jest godnosc, a nie prawda... Prawda nie jest w naszym porzadku konstytucyjnym najwyzsza wartoscia”. To oznacza, ze najwazniejszy jest CZLOWIEK i jego godnosc. Prawda i prawdomownosc, jak i inne wartosci dotad naczelne, staja sie instrumentalne. Stepien nie wymysil tego sam, lecz zainspirowal sie tzw „Karta praw podstawowych” proklamowanej w Nicei. TK RP ma nowa zasade „humanistycznej prawdomownosci”, a brzmi ona tak: „Nalezy mowic prawde, chyba, ze nie sluzy to godnosci czlowieka”. Z tego wynika, ze znalezlismy sie w sytuacji etycznie anormalnej, w ktorej powiedzenie prawdy uszkadzaloby czyja godnosc. To jest przeciez absurd! Otóz Wolniewicz skomentowal to tak: „Zatruwa normotyp zgodá na klamstwo jako powszechnie akceptowany styl zycia. Trwoni... kapital spoleczny, czyli dobra moralne nagromadzone przez wieki w chrzescijanskim normotypie cywilizacyjnym”. Tak wlasnie jest, nie ujawnia sie prawdy i za tym trwoni sie dobra moralne, tylko po to, zeby zadbac nie o godnosc, lecz zachowanie wladzy i wizerunek.
Na klamstwie nie mozna nic zbudowac, dlatego nie zaprzeczajmy prawdzie, bo to uwlacza godnosci ludzkiej. Kiedy nasz byt narodowy jest zagrozony, wymagajmy usilnie i glosno transparentnosci i prawdy. Bez prawdy nie bedzie gestow przebaczenia i budowania dobrych relacji. A napewno nam miloscie panujacy nie uzyskaja poparcia mas. Tak bedzie, jesli nie dzisiaj to w przyszlosci, wtedy kiedy Nudis Verbis trafi pod strzechy.
Z w/w powodów nie pozwólmy na przemilczanie prawdy i tym samym na odebranie nam, Polakom godnosci. Tu chodzi o obrone naszego czlowieczenstwa. Jestesmy tez dluzni to tym, którzy placza, i mówia, ze „ze nie chca umierac w takiej Polsce, bo nie o taka Polske walczyli!”

4.
W okresie rzadów biskupich Karola Wojtyly, jak wiemy, przyszlego papieza i goracego patrioty, Kosciól w Polsce spelnial funkcje patriotyczne. Nauczal, dajac prawdziwa lekcje dziejów ojczystych, nawiazywal do historii, ksztaltujacej umysly i serca narodu. Warte sa przypomnienia te pelne patriotyzmu, madre i charyzmatyczne slowa, które wyglosil w kazaniu u stóp Wawelu w -78 r., cyt: „Nasze oczy podnosza sie w góre, rysuja przed nami wieze Wawelu. Wawel, to znaczy nasza przeszlosc; przeszlosc wciaz obecna w naszych sercach, w naszej wspólczesnosci, w naszej polskiej rzeczywistosci. Módlmy sie wiec za Ojczyzne, widzac cala jej przeszklosc. Przeszlosc wielka i trudna; przeszlosc, która calym pokoleniom wyciskala lzy. Cale pokolenia krwawily, nosily kajdany! Tym cenniejsza jest dla nas ta Ojczyzna, poniewaz okupiona cena tylu pokolen. Nie oderwiemy sie od tej przeszlosci! Nie pozwólmy jej sobie wyrwac z duszy! Ona jest trescia naszej tozsamosci takze i dzisiaj! Chcemy, azeby nasza mlodziez poznawala cala prawde o dziejach Narodu. Chcemy, azeby dziedzictwo polskiej kultury, bez zadnych dewiacji, byly przekazywane coraz to nowym pokoleniom Polaków! Naród zyje prawda o sobie. Ma prawo o prawdzie o sobie! I te prawde ma prawo zdobywac! Przede wszystkim ma prawo jej oczekiwac od tych, którzy wychowuja; którzy prowadza przedszkola, szkoly, uniwersytety. (...) Nie mozna przyszlosci budowac inaczej, jak tylko z tego fundamentu! Nie mozna krzywic i paczyc duszy mlodego Polaka, bo wyrwany z tej glebokiej tysiacletniej gleby przestaje wiedziec, kim jest, i latwo staje sie pastwa swoich slabosci. A slabosci jest niemalo. (...) Dlatego tu, na tym miejscu, znosimy modlitwy o przyszlosc naszej Ojczyzny, bo ja milujemy! To jest nasza wielka milosc! I niech nikt nie smie rozliczac nas z milosci do Ojczyzny, do Polski! Niech nikt sie nie wazy...”.
Nasz Karol Wojtyla uchodzil za sympatyka dysydentów politycznych, który bronil podmiotowosci naszego narodu, jakze nam jego brakuje! Wiec pójdzmy za slowami JPII i nie bójmy sie prawdy i niech nikt nie smie rozliczac nas z milosci do Ojczyzny, do Polski. Niech nikt sie nie wazy, bo my, Naród Polski, mamy blogoslawienstwo od samego Ojca Swietego JPII.
Jan Paweł II mówił, że „demokracja bez wartości przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. Qvo vadis, dominae?
A propo, co w tej kwestii maja do powiedzenia przedstawiciele KK, ci którzy sie skundlili? Boga sie nie boja?

Pozdrawiam i czekam z niecierpliwoscia na pana recepte na rekonstrukcje naszego spoleczenstwa, co mysle, ze wiaze sie z odudowa autentycznych postaw antykomunistycznych.

Barbara Hansson,

Napisała Pani na zakończenie swoich komentarzy, iż czeka na „receptę na rekonstrukcje naszego społeczeństwa, co myślę, wiąże sie z odbudowa autentycznych postaw antykomunistycznych.”
To prawda – antykomunizm jest naszą „bronią utraconą” i brak tej cechy decyduje dziś o fatalnej kondycji naszego społeczeństwa.
To, co nazywa się dziś antykomunizmem, ma niewiele wspólnego z tradycją II Rzeczpospolitej. Najczęstszym błędem jest mylenie antykomunizmu z opozycyjnością wobec tej czy innej partii lub sprzeciwem wobec rządów tej czy innej grupy politycznej.
Tego typu postawa ujawnia podstawowy problem związany z przyjęciem „nowej świadomości”, której częścią jest wiara w „śmierć” komunizmu oraz w legalizm i demokrację III RP.
Pomiędzy tamtą postawą, a dzisiejszym rozumieniem antykomunizmu rozciąga się ogromna przepaść, obejmująca tradycje intelektualne i sposób postrzegania spraw polskich.Wnika w samą istotę naszego bytu narodowego i infekuje nas "nową świadomością".
Zaszczepiona w czasach Polski „ludowej”, umacniana przez lata indoktrynacji, została przyjęta przez Polaków razem z hańbą okrągłego stołu i mitologią towarzyszącą powstaniu III RP.
Już tylko używanie terminu „postkomunizm”, a zatem definiującego okres, który nastąpił po (rzekomym) upadku komunizmu, sprawia, że ten rodzaj opozycji - w ramach systemu politycznego III RP, nie może mieć nic wspólnego z autentycznym antykomunizmem. Mówiąc o rzeczywistości postkomunistycznej, zakłada się bowiem, że komunizm w istocie upadł, a obecnie doświadczamy jego niektórych, zmodyfikowanych oznak. Wywodzą się one wprawdzie z komunizmu, mogą mieć związek jego „ideologią”, są jednak rodzajem zaburzenia, rysy powstałej na zdrowym fundamencie państwowości.
Naszym rodakom kompletnie bezcelowy wydaje się podział na My-Oni oraz uznanie komunizmu za twór obcy i wrogi polskości.
Dlatego na zakończeni książki „Antykomunizm – broń utracona”, musiałem napisać:
„Czeka nas długi i wyniszczający marsz, bo państwa realnego komunizmu, jego bękarty i hybrydy, nie upadają pod ciosami demokracji. Anektują jej fasadę, by ukryć zbójeckie intencje - nie po to jednak, by oddać władzę. Odzyskać ją można tylko w taki sposób, jak została narzucona. I nie za cenę słów czy politycznego kuglarstwa, lecz ofiar, krwi i wyrzeczeń.”

Jeśli zaś chodzi o oczekiwaną „receptę”, przedstawiam ją na tym blogu od wielu lat. Nie należy się więc spodziewać, że w zakresie pokonania fałszywej alternatywy, przedstawie jakieś nadzwyczajne rozwiązania.

Pozdrawiam Panią

@Barbara Hansson
Emocje emocjami ale z autorytetami to bym uważał. Poza tym nie można tego tutaj tak zostawić.

Prof. B. Wolniewicz o „nieważnej, sztucznie rozdymanej sprawie katastrofy smoleńskiej” i „oszczerstwach wobec Federacji Rosyjskiej” (skrót).
KLIK


Nie wiem czym się wsławił ten pan ale dla mnie to niebywały niegodziwiec, pozer i błazen a nie "wielki autorytet, największy współczesny filozof polski".

Przynajmniej wiem też skąd było tyle ruskiej propagandy w Radio Maryja gdy tacy ludzie robili tam za autorytety.

Zatem dobrze jest bardziej ważyć słowa bo patriotycznych uniesień jest nadmiar.

Marcin Ís,

W pełni podzielam Pana uwagi na temat "autorytetu" prof. Wolniewicza.
Głoszone przez niego poglądy, sytuuowały tego pana w obszarze opcji rosyjskiej. Nie mam tu cienia wątpliwości.
To dość, by uznać te poglądy za kompromitujące i niezgodne z polskim interesem.

***

Panie Aleksandrze.
Nie ukrywam, że niecierpliwie wyczekuję na zaordynowanie kuracji.
Skoro przyjął Pan lekarską perspektywę... Kiedy tak Pana czytam, jedyna choroba Polski, jaka przychodzi na myśl to rak w fazie agresywnego wzrostu i przerzutowania. Trzeba wycinać, truć chemią, palić promieniami. Tutaj zaś, pacjent nawet nie chce pójść do lekarza i w najlepsze prowadzi skarajnie niechigieniczny tryb zycia.
Ja prawdopodobnie zdrowa komórka, gdzieś z okolicy sledziony.

Panie Meewroo,

Jeśli miałbym pozostać przy takiej konwencji, powiedziałbym, że przypominamy człowieka ślepego od urodzenia, przed którym otwiera się szansa odzyskania wzroku.
Paradoksalnie – taką szansą są rządy Prawa i Sprawiedliwości. Nie dlatego, iż prowadziłyby do prawdziwej dobrej zmiany, ale z tej przyczyny, ze pozwalają poznać kondycję wszystkich formacji systemowych III RP i zrozumieć istotę fałszywej alternatywy.
Kto nie boi się podjąć takiej refleksji i w prawdzie ocenić realiów tego państwa, jest na dobrej drodze do odzyskania wzroku.
Przed ponad rokiem napisałem na blogu:
„Partia pana Kaczyńskiego już nigdy nie uzyska mojego poparcia ani głosu w tzw. wyborach powszechnych. Tym bardziej, nie dostanie go fałszywy „projekt pijarowski” - Andrzej Duda.
Ubiegając idiotyczne pytania w rodzaju: czy lepiej by rządzili Tusk i Komorowski, odpowiem: lepiej, by zło było jawne i nazywane po imieniu, niż kryło się za fasadą „dobrej zmiany” i czyniło spustoszenie w umysłach moich rodaków.
Lepiej, żeby Polacy zostali siłą doprowadzeni pod mur upodlenia i hańby i musieli spojrzeć w prawdziwe ślepia Obcych, niż stojąc pod tym murem, nie dostrzegali zagrożenia i sławili tych, którzy wiodą ich do zagłady.”

Pozdrawiam „zdrową komórkę z okolicy śledziony” :)

***

Kamyczek do ogródka.
Wpis z 26 lutego 2018 roku pt. Przepaść to chyba pierwszy tekst Ściosa o zagrożeniu żydowskim.

Będąc wrogiem Polski podsycałbym anyżydowskie nastroje w Polsce tak jak każde inne (wpisz dowolną nację, rasę, plemię, subkulturę) jednak realne zagrożenie i agresja z jakim tu mamy do czynienia było w Polsce ukrywane i zostało ubrane w atmosferę oszołomstwa a konkretnie tzw. "polskiego antysemityzmu". A ja przyznam, że nie spodziewałem się aż takiej podłości tego narodu, jaką wszyscy zobaczyliśmy ostatnio. Nawet żywiłem do nich wcześniej pewną sympatię.

Jak to ujął Pan Witold Gadowski na TT film "ZNIESŁAWIENIE" to lektura obowiązkowa aby cokolwiek z tego zrozumieć.
https://twitter.com/GadowskiWitold/status/959495740379877377

Nie widziałem wcześniej tego filmu w całości.
Nienawiść, szczególnie do Polski jest zatem wpajana młodym Żydom w ramach programu nauczania i dzieje się to od dziesięcioleci metodycznie, konsekwentnie, z wykorzystaniem służb specjlanych, zaawansowanych technik manipulacji Wpajana jest trauma, która ma ukierunkować neurotyczne nawyki nienawiści wobec wszystkich, szczególnie Polski, nie do wykorzenienia.
W połączeniu ze swoistym przekazem religijnym sugerującym wyższość tej nacji nad innymi daje to alibi do wykorzystywania i oszukiwania innych bez żadnych skrupułów. Takie są moje wnioski.

Ci nieliczni Żydzi (jak choćby reżyser tego filmu Joaw Szamir), niektórzy wypowiadający się w filmie, niektórzy Żydzi w Polsce zaprawdę zasługują na miano "sprawiedliwy wśród narodu żydowskiego". I taką nagrodę powinna ustanowić Polska.


A jak nazwać kraj, który przyjmuje złodziejską ustawę pod wpływem lobby tych chciwych fanatyków?
By nawiązać do tytułu wpisu: ruska żydo-komuna czy talmudyczna Ameryka to jest dopiero "fałszywa alternatywa".

Marcin Ís,

Z pewnością, nie pierwszy. Może Pan nie wiedzieć, ale w roku 2011 napisałem m.in. artykuł "POLSKIE ŻNIWA":
https://bezdekretu.blogspot.com/2011/04/polskie-zniwa.html

Niewiele zmieniło się od tamtych czasów.

***

Nie jestem specjalistą od polityki zwłaszcza amerykańskiej, ale nie rozumiem tematu "zdrady" ze strony Trumpa. Tak dla uporządkowania faktów: ustawa została przyjęta przez Kongres w którym większość mają demokraci, a nie republikanie. Polski rząd nie zrobił nic, by tę ustawę powstrzymać, a Czaputowicz nawet zdaje się publicznie mówił o tym, że ustawa ta nie dotyczy Polski (czyżby już zostały podjęte jakieś decyzje?). Poza idealistycznym pojmowaniem dobra i zła jakie Trump miałby powody, by tej ustawy nie podpisywać?
Co do patriotów, to jakiej ceny można się spodziewać, jak najpierw się podejmuje decyzję o zakupie, a dopiero pyta o cenę? Pamiętajmy, że towar jest wart tyle, ile kupiec chce zapłacić, a skoro Polacy chcą zapłacić tyle, to z jakiego powodu amerykanie mieliby cenę obniżać?
W momencie podpisania ustawy just act świat się nie zmienił. To co najwyżej jeden z nazwijmy to "kamieni milowych". W mojej opinii odrzucenie przez Dudę ustaw reformujących sądownictwo pokazało światu jak słaby mamy rząd i od tamtej pory różne grupy wpływu słabości te wykorzystują.

Gdy myślę o tym wszystkim dochodzę do wniosku, że może dobrze się dzieje. Gdyby ten rząd był bardziej kompetentny, gładko wepchnąłby nas w szpony kołchozu ze stolicą w Brukseli. Niekompetencja tego rządu sprowadza na nas ciosy, dzięki którym możemy się jako Naród przebudzić.
Pozdrawiam

Rafał Stańczyk,

W decyzji Trumpa nie ma nic zaskakującego. Była „oczywistą oczywistością” - by sięgnąć po klasyka myśli politycznej III RP.
D. Trump był „od zawsze” związany z lobby żydowskim w Ameryce (tu:jeszcze interesy jego ojca) i w najmniejszym zakresie nie będzie przeciwstawiał się roszczeniom tego lobby.
Napisał Pan na zakończenie - „niekompetencja tego rządu sprowadza na nas ciosy, dzięki którym możemy się jako Naród przebudzić”. To myśl bliska refleksji, jaką zawarłem w odpowiedzi udzielonej Panu Meewroo.
Nie dałbym jedynie gwarancji, czy rzecz dotyczy wyłącznie niekompetencji, a nie celowego i w pełni świadomego działania.

FOTO - KLIK!

***

Panie Aleksandrze,

Wracając do "rzeczy smutnych".

Od dawna wiadomo, że nie ma czegoś takiego jak darmowe obiady, ale jak widać do wielu to nie dociera. Jak i prosta konstatacja, że Autor, który jeść też przecież musi, w schyłkowej III RP został pozbawiony możliwości zarobkowania. A wydaje mi się, że zanim (w r. 2009) trafiłam na blog, czytałam już Pańskie artykuły w "Gazecie Polskiej" - przysposabiane później na portal niezalezna.pl. Można też było Pana spotkać w "Nowym Państwie" i w wielu innych "oficjalnych" miejscach w internecie.

Pan zapewne posiada pełną bibliografię, może warto ją przypomnieć, bo np. GP i niezalezna.pl podają wyrywkowe wykazy od 2011 do 2015 r., jakby wypierając się poniewczasie swego wieloletniego autora.

https://www.gazetapolska.pl/autor/aleksander-scios
https://niezalezna.pl/autor/aleksander-scios

Z trudem, bo z trudem, ale jednak ukazywały się Pańskie książki (wykaz na blogu) i nie trwało to latami, jak w przypadku "Nudis verbis - przeciw mitom" (Wydawnictwo "Prohibita", w sprzedaży od 11 listopada 2017 r.)

I nade wszystko: ponad 10 000 000 (10 mln!) odsłon "Bez dekretu" - tu, i na https://www.salon24.pl/u/cogito/.

Gdyby stosować PPV, i oczywiście, gdybyśmy żyli choć w miarę normalnym państwie, a nie w takim, na które, jak na pochyłe drzewo, każda potwora skacze, byłby Pan, kto wie, kto wie... może nawet człowiekiem zamożnym? ;)

====

Dodatek do rzeczy smutnych był (skierowaną do Pana) delikatną przestrogą, aby (po uprzednim okadzeniu aromatem "uniesień patriotycznych") nie wpuszczał Pan na blog byle kogo, bo potem będzie powtórka z familijno-biblijnego biznesu pastora Ch. i miną miesiące zanim uda się definitywnie od tego odczepić.

====

I na koniec pytanie:

Niektórzy z komentatorów "BD" wyrażają się niezwykle pochlebnie o p. dr Ewie Kurek. Czy podziela Pan ich opinię?

Mnie intuicja od dawna nakazuje tu daleko posuniętą ostrożność i zastanawiam się, dlaczego tzw. "niebezpieczne tematy" mogą bezkarnie poruszać tylko nieliczne (wytypowane?) osoby ze świata (umownie zwanego naukowym), podczas gdy dla wielu kończy się to bardzo nieprzyjemnie, a w krańcowych przypadkach nawet tragicznie (casus dr Ratajczaka).

Pozdrawiam serdecznie

Jak chodzi o Panią dr Kurek to za swoją pracę historyka doświadczyła Ona przyjaźni polskiego wymiaru nie-sprawiedliwości, a od wyroku prowadzącego do bankructwa uratował ją dopiero własny syn spłacający grzywny. Tak więc spokojnie. Zresztą, ostatnia akcja z odebraniem przyznanej dopiero co nagrody im. Karskiego mnie akurat uspokaja.
O śp. dr Ratajczaku wypowiedział się ostatnio ( jest w internecie) jeden ze znanych historyków, wg którego prace nieszczęśnika miały charakter publicystyczny a nie były udokumentowaną źródłowo monografią. Gdyby to była monografia dr Ratajczak by się wybronił.
Na wojnę nie idzie się bez puklerza.
Uważam, że - w kontekście Barbara Hansson - Urszula "macha" słowami zbyt, powiedzmy, zapalczywie.
Pewnie wychodzę przed szereg ale tak uważam.
RM i sam O. Rydzyk dawno już spiłowali swoje pazurki i teraz jedyne co potrafią to wazelinować aktualnej Zmianie w stopniu do n-tej
potęgi wykraczającym poza ramy przyzwoitości.
I ostatnia rzecz - Szanowny Autor ujawniając skrzydlatą wieść o spotkaniu JE Polaka z funkcjonariuszem KGB najzwyczajniej w świecie mnie... załamał! Czas postarać się o antydepresanty przed lekturą Ściosa?

Ukłony.

***

Proszę Państwa. I ja pozwolę sobie na komentarz niejako obok meritum. Mocno poruszył mnie ton polemiki z panią Barbarą Hansson. Nie pojmuję, skąd aż tyle zjadliwości w niektórych komentarzach. Przecież to rodzaj cenzury! O ile rozumiem, że autor bloga ma prawo dopuszczać lub nie pewne wypowiedzi, ma prawo dyscyplinować komentatorów odbiegających od tematu, to sami komentatorzy mogliby chyba zachować w tej kwestii większy umiar. Ostatecznie przecież mało kto wypisuje tutaj bzdury, więc może warto słuchać i czytać innych nieco uważniej, a w komentarzach trzymać się pewnego poziomu nie tylko merytorycznego ale i ludzkiej życzliwości. Bo jeśli tak to ma wyglądać, że ktokolwiek wypowie się nie całkiem w zgodzie z myślą domyślną (pani Urszulo, to nie złośliwość, tak mi się napisało :)). dostaje kuksańca, to od razu pożegnać się można z ideą Długiego Marszu, ponieważ maszerować nie będzie z kim. Bo apelując o propagowanie tej koncepcji należy liczyć się z tym, że to chór na głosy, a nie solówka. No chyba, że ma być elitarnie do tego stopnia, że w szeregach zostanie kilku najwierniejszych komentatorów. Ale jeśli już ma być elitarnie, to dbajmy też o język jakim się posługujemy, o język polski. Nie pisze się "proszę panią" tylko "proszę pani". Od siebie zaczynajmy poprawianie rzeczywistości, nie od wytykania innym wyolbrzymionych przewin. Pozdrawiam.

Przez to wszystko byłabym zapomniała o najważniejszym! Przede wszystkim chciałam powiadomić Państwa, że w mojej lokalnej podwarszawskiej bibliotece, na półce z nowościami, na wysokości wzroku, tak że trudno to przeoczyć stoi tom "Nudis verbis(...)"! Ponieważ mam zwyczaj zagadywać ludzi, bo jest to i miłe, i pożyteczne, wdałam się w rozmowę z bibliotekarką. Książka cieszy się powodzeniem, a nawet o nią pytano. Myślę, że to dobra wiadomość i warta odnotowania, bo to co niedobre mamy już tutaj chyba jasno określone, a kolejne incydenty życia publicznego mogą jedynie utwierdzać w diagnozie, o ile kogokolwiek z zaglądających na ten blog utwierdzać w niej jeszcze trzeba. Może ta wiadomość to drobiazg, ale przecież wszystko składa się z drobnych elementów, które przez swoją funkcję mają wagę nie mniejszą od całości :D. W każdym razie ja cieszę się bardzo :)

Pani Martyno,

Dziękuję za informację o książce w bibliotece! Nie tylko, że to nie jest drobiazg, to jest to ważny element marszu: informowanie w tym miejscu o takich sprawach. Stąd, tak jak z e-maili przenoszone one są na stronę marszu. Ciekaw jestem z czyjej inicjatywy książka się tam znalazła, bo była taka sugestia, żeby Maszerujący dołożyli starań w tym względzie.

Dziękuję i pozdrawiam

Z czyjej inicjatywy, tego nie wiem. To biblioteka, w której są niezłe książki, w tym pozycje rzadko widywane gdzie indziej np Mackiewicz, ostatnio Czarnyszewicz. Chyba mogę zdradzić, że to biblioteka im. Poli Gojawiczyńskiej w Podkowie Leśnej.

***

To Whom It May Concern

Nasz naród się prostotą, gościnnością chlubi,
Nasz naród scen okropnych, gwałtownych nie lubi;
Śpiewać, na przykład, wiejskich chłopców zalecanki,
Trzody, cienie - Sławianie, my lubim sielanki.


***

Jak się okazuje, także "naród maszerujący". Cóż...

Bez odbioru

27.04.2018r.
RODAKnet.com





RUCH RODAKÓW: O Ruchu - Docz do nas - Aktualnoi RR - Nasze drogi - Czytelnia RR
RODAKpress: W skrocie - RODAKvision - Rodakwave - Galeria - Animacje - Linki - Kontakt
COPYRIGHT: RODAKnet